GN 43/2020 Archiwum

Krajobraz po bitwie

Krajobraz po bitwie wcale nie jest tak dramatyczny, jak się niektórym wydaje.

Sejm przegłosował: chore dzieci nadal mogą być zabijane w świetle prawa. Tak, zabijane, nie „usuwane”, „wydalane”, „rozpływane” itd. Chodzi o dzieci, u których podejrzewa się wady genetyczne, nieodwracalne choroby. Wiadomo, że w większości są to dzieci z zespołem Downa oraz zespołem Turnera. Rzadziej i z tzw. wadami letalnymi, czyli takimi, które zawsze prowadzą do (naturalnej!) śmierci. Zwykle jeszcze w łonie matki lub tuż po porodzie.

Sejm przegłosował… Nic się nie da zrobić? Otóż właśnie teraz trzeba działać, maksymalnie sensownie i prężnie, by jak najmniej chorych dzieci ginęło. By rodziny potrafiły przyjąć chore dziecko. Jak? Krajobraz po bitwie wcale nie jest tak dramatyczny, jak się niektórym wydaje.

Po pierwsze – należy wykorzystać dyskusję, która została wywołana w czasie głosowania. Bo wiele osób zupełnie niezorientowanych dowiedziało się, czym jest późna aborcja eugeniczna, jak jest wykonywana. I ten proces powinien trwać: należy się społeczeństwu edukacja i prawda na temat przedporodowej eugeniki. Po drugie – prawdą jest, że rodziny z dziećmi niepełnosprawnymi często żyją na granicy ubóstwa. Niepełnosprawność dziecka to w Polsce przyczynek do pauperyzacji całych rodzin. Zasiłki na chore dziecko to farsa, a opiekujący się dzieckiem rodzice nie mają nawet prawa do składek emerytalnych! I jest to konkretny problem, którym posłowie powinni się zająć. Po trzecie – absolutnie konieczne jest stworzenie sieci poradni, w których rodziny dowiadujące się, że czekają na chore dziecko, otrzymałyby pomoc. Matki w ciąży, które po badaniach otrzymują „wyrok”, są w większości polskich przychodni czy szpitali pozostawione zupełnie bez wsparcia. Słyszą najczęściej: „ma pani prawo usunąć”. Często też są po prostu do tego zmuszane – przez nacisk lekarzy czy, niestety, bliskich. Powstanie sieci poradni, a idealnie – wielu hospicjów perinatalnych w całej Polsce, pomogłoby dokonać kobietom świadomej decyzji. A w przypadku urodzenia chorego letalnie dziecka wymagającego specjalistycznej opieki rodzina otrzymywałaby profesjonalną pomoc, aż do momentu godnej, naturalnej śmierci dziecka. Tymczasem w Polsce są obecnie jedynie trzy hospicja perinatalne…

Ratować dzieci trzeba. Działajmy więc: stwórzmy nowy krajobraz po bitwie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także