Nowy numer 49/2020 Archiwum

Dzieci do aborcji

Setki dzieci giną każdego roku w polskich szpitalach na skutek dopuszczonej prawem aborcji z powodu podejrzenia u nich choroby.

Polskie prawo zakazuje aborcji jako przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. Przepisy nie chronią jednak wszystkich dzieci nienarodzonych. Ustawa wymienia bowiem trzy przypadki, kiedy aborcja nie jest karana, czyli w praktyce dopuszczona prawem. Dziecko wolno zabić przed urodzeniem ze względu na zdrowie matki, jeśli zostało powołane do życia w wyniku czynu zabronionego oraz jeśli zachodzi prawdopodobieństwo, że mogłoby urodzić się chore, niepełnosprawne lub z wadą genetyczną. Ten ostatni przypadek, tzw. aborcja eugeniczna, jest najczęstszy. Odpowiada za około 90 proc. z kilkuset aborcji popełnianych każdego roku w majestacie prawa.

Mało kto zdaje sobie sprawę, jak w praktyce wygląda aborcja dzieci chorych. Nawet w szóstym miesiącu ciąży wywołuje się wczesny poród, podczas którego dziecko ma umrzeć. Jeśli nie umrze, procedura każe pozostawić je bez pomocy, aż umrze. Inne wcześniaki urodzone w podobnym wieku są ratowane. Ten zgodny z ustawą aborcyjną proceder odbywa się w państwowych szpitalach na koszt obywateli. Liczba ofiar „kompromisu aborcyjnego” rośnie z roku na rok.

Dlaczego zabijacie takich jak ja?

Ustawa mówi o „ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniu płodu” lub „nieuleczalnej chorobie zagrażającej jego życiu”. W praktyce jednak zabija się wiele dzieci z lekkimi wadami, jak zespół Turnera. – Zespół Turnera dotyczy prawie wyłącznie kobiet, dziewczynki nie mają jednego z chromosomów płci. Są niskie, krępej budowy, zwykle nie rozwijają się u nich cechy płciowe i są bezpłodne. Nie są natomiast upośledzone umysłowo. Wiele z nich studiuje. Naprawdę nie należy rodziców straszyć, bo zwykle taka dziewczynka będzie chodzić do szkoły, normalnie się rozwijać, pracować zawodowo – tłumaczy Malina Świć, studentka piątego roku medycyny, która sama ma zespół Turnera.

O swojej wadzie genetycznej dowiedziała się w wieku 14 lat. Tak jak przed diagnozą, dziś też wiedzie normalne życie. Kończy studia medyczne. Nie rozumie, dlaczego osoby takie jak ona wolno zabijać. – Mam zespół genetyczny. Czyli co? Jestem niższa od rówieśników, prawdopodobnie nie będę mieć dzieci, muszę brać tabletki hormonalne. I z tego powodu ktoś mógłby powiedzieć mojej mamie, że mam się nie urodzić?

Wynik badań, wyrok śmierci

Większość dzieci zdiagnozowanych jako chore ginie w wyniku aborcji. Obok chorych zabijane są i dzieci zdrowe, błędnie zdiagnozowane.

Marta Witecka ma pięcioro dzieci, w tym dwóch synów z zespołem Downa, z których jeden jest adoptowany. Działa na forum internetowym „Zakątek 21” dla rodzin i przyjaciół osób z zespołem Downa. Wspiera matki w ciąży po niepomyślnej diagnozie. – Poznałam mamy, które zachęcone przez lekarza usunęły ciążę przez wywołanie wczesnego porodu. Po fakcie okazało się, że dziecko było zdrowe, ale niestety nie przeżyło – mówi Witecka.

Popularne USG myli się nawet w kilkudziesięciu procentach przypadków. Ale nawet zaawansowane badania inwazyjne dają czasem fałszywy wynik. – Dziecko może być tak zwaną mozaiką, to znaczy mieć zarówno komórki prawidłowe, jak i charakterystyczne dla wady genetycznej. Diagnosta zinterpretuje taki wynik jako chorobę, podczas gdy jest to całkiem zdrowe dziecko – mówi dr Marek Ślusarski, ginekolog-położnik. – Zdarzają się też zwykłe ludzkie błędy. A po aborcji nie robi się badań, żeby potwierdzić wcześniejsze rozpoznanie – dodaje.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama