To była operacja-matka dla późniejszego działania rosyjskich służb. Jej ofiarami padli nie tylko antybolszewiccy opozycjoniści, ale też służby wywiadowcze kilku europejskich państw.
Pełna inwigilacja i faktyczne rozbicie antybolszewickiej opozycji, kompromitacja kilku europejskich wywiadów, od Finlandii, przez Estonię, Łotwę, Polskę, Rumunię, po Francję i Wielką Brytanię i efekt, który dał radzieckim służbom przewagę operacyjną na dekady. A wszystko to za sprawą jednej, trwającej około 6 lat akcji, która stała się matką wszystkich radzieckich intryg wywiadowczych i modelem, na którym wzorowano wiele innych akcji w samej Rosji, ale też innych krajach. Czym właściwie była operacja Trust?
A może by udawać opozycję?
Sytuacja bolszewickiej Rosji w 1921 r. była nie do pozazdroszczenia. Dopiero kształtujące się państwo wychodziło powoli z najbardziej krwawej fazy rewolucji i wyniszczającej wojny domowej. W kraju panował głód i bieda, gdzie nie spojrzeć wybuchały bunty chłopów, na arenie międzynarodowej dumny pochód rewolucji na Zachód zatrzymali Polacy, publicznie upokarzając niezwyciężoną Armię Czerwoną. Rozsiani po Europie rosyjscy emigranci, szczególnie ci z „białej” opozycji, mieli niezły dostęp do miejscowych elit, w Moskwie istniała więc obawa, że uda im się zmontować antybolszewicką koalicję, która ukaże faktycznych i politycznych morderców carskiego imperium. Nic dziwnego, że na Kremlu bardzo poważnie obawiano się czy nowe, czerwone państwo przetrwa.
Sowieckie Rosja nie miała normalnych relacji dyplomatycznych z innymi stolicami, na arenie międzynarodowej postanowiono więc działać w sposób bardziej nieformalny. Na pomysł poradzenia sobie z wewnętrzną i zewnętrzną opozycją wpadł stojący wówczas na czele Czeka Feliks Dzierżyński, jego zastępca Wiaczesław Mienżyński i późniejszy szef kontrwywiadu OGPU Artur Artuzow. Uznali oni, że jeśli nie są w stanie zniszczyć opozycji uderzeniem zewnętrznym, należy spróbować do niej przeniknąć i rozbić od środka. W tym celu przejęli lub wręcz sami powołali do istnienia opozycyjną Monarchistyczną Organizację Centralnej Rosji. MOCR służył jako wabik o podwójnym działaniu. Z jednej strony miał być magnesem przyciągającym najbardziej aktywnych przeciwników rewolucji, zarówno w kraju, jak i na emigracji. Jeśli nie wszystkich dało się wytropić, postanowiono w pewnym sensie ściągnąć ich w jedno miejsce i kontrolować.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł
Wojciech Teister
Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego” oraz kierownik działu „Nauka”. W „Gościu” od 2012 r. Studiował historię i teologię. Interesuje się zagadnieniami z zakresu historii, polityki, nauki, teologii i turystyki. Publikował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Aletei”, „Stacji7”, „NaTemat.pl”, portalu „Biegigorskie.pl”. W wolnych chwilach organizator biegów górskich.