„Sztuka bez duchowości nie jest pełna”. Rozmowa o projekcie „Namalować katolicyzm od nowa”

O kolejnej edycji projektu „Namalować katolicyzm od nowa” i doświadczeniu duchowości w sztuce mówi prof. Grzegorz Wnęk.

Agata Puścikowska: W nowej odsłonie projektu „Namalować katolicyzm od nowa” artyści podjęli próbę pokazania scen Bożego narodzenia. Powstały dwa obrazy: mniejszy i większy. Jaka jest między nimi, w Pana przypadku, relacja?

prof. Grzegorz Wnęk: Założenia dla dużego i małego obrazu są w gruncie rzeczy różne. W małym, tak jak zakładaliśmy, skupiłem się na adoracji Dzieciątka. W dużym – na szerzej ujętym przedstawieniu narodzenia. W tym mniejszym przyjąłem radosne zestawienia tonów i barw, zwartą formę, ciaśniejszy kadr, uproszczone figury. W dużym obrazie pomysł narodził się z doświadczenia pobytu w Grecji. Widziałem wtedy ludzi bezdomnych nocujących przy witrynach sklepowych. To skojarzyło mi się z wędrówką Maryi i Józefa przez Betlejem: szukali miejsca, a nie mogli go znaleźć. Tkwiło to we mnie gdzieś głęboko i zaowocowało nowym widzeniem narodzenia. Na obrazie, prócz Świętej Rodziny na ulicy, widać współczesność: telewizory, witryna, choinka, współcześni pastuszkowie, czyli przechodnie, zwyczajni ludzie. Do Świętej Rodziny i Jezusa leżącego w tekturowym pudełku – żłóbku przychodzą zwyczajni ludzie. Ważne dla mnie było, by obraz osadzić w konkretnym czasie, ale żeby był ponadczasowy. Na jednym ekranie pojawia się inspiracja dawnymi mistrzami, czyli „Narodzeniem” Piera della Francesco: zaczerpnąłem od niego anioły. Umieściłem też swój autoportret, znajomych i rodzinę. Ciemnoskóry chłopak, który – zafascynowany tym, co zobaczył – robi Dzieciątku zdjęcia smartfonem, to student z Afryki. Mieszkał jakiś czas temu w naszym domu, a przyjechał do Polski dzięki wysiłkom ojca Benedykta Pączki. Człowiek z plecakiem to z kolei figura wędrowca, często powracająca w moim malarstwie. Wszyscy jesteśmy więc pastuszkami, do których przychodzi Zbawiciel. Tym samym to historia dziejąca się nie dawno temu, lecz tu i teraz. Dodam, że przed podjęciem tego tematu mieliśmy warsztaty w Toskanii. Stąd też inspiracja – gaj oliwny widoczny na większym obrazie. To nie przypadek, kiedy coś się widzi i czegoś niemal namacalnie doświadcza, to późniejsze malowanie jest dużo łatwiejsze. Twórczość ma to do siebie, że jeśli czegoś się naprawdę doświadczyło, jest to prawdziwsze…

Te obrazy zawisną kiedyś w kościołach?

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska Agata Puścikowska Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 redaktor warszawskiej edycji GN, od 2011 dziennikarz działu „Polska” w GN. Autorka kilku książek, m.in. „Wojennych sióstr” oraz „Święci 1944. Będziesz miłował”.