Nowy numer 44/2020 Archiwum

Jak to się robi na Śląsku?

Kiedy 11 lat temu Andrzej Sośnierz wprowadzał na Śląsku karty chipowe, sprawa trafiła do prokuratury. Dziś jedyny sprawnie działający system w kraju znów jest zagrożony.

Przychodzi pacjent do lekarza, a pani w rejestracji prosi go o książeczkę ubezpieczeniową albo odcinek renty. W większości placówek województwa śląskiego to zamierzchła przeszłość. Już dwunasty rok funkcjonuje tu karta ubezpieczenia zdrowotnego, dzięki której placówka może łatwo zweryfikować status ubezpieczeniowy pacjenta. Dziś trudno wyobrazić sobie śląską służbę zdrowia bez karty chipowej.

Karta na ławie oskarżonych

To, co w okolicach Katowic jest oczywiste od lat, dla reszty Polski długo jeszcze pozostanie niedostępne. Zamiast wzorować się na Śląsku, prezes NFZ zarządził 13 stycznia, że na wygenerowane przez karty chipowe recepty nie będzie już można kupować leków ze zniżką. Wprawdzie po interwencji śląskich polityków karty zostały czasowo uratowane, jednak ich los nadal wisi na włosku. Na razie minister administracji i cyfryzacji Michał Boni zapowiedział informatyczne opracowanie centralnego wykazu osób ubezpieczonych. Ma to usprawnić wymianę informacji między NFZ a ZUS i – w konsekwencji – uszczelnić system. Szkoda tylko, że ujednolicając ów system, równa się w dół.

Zabawne, że kiedy 11 lat temu ówczesny dyrektor Śląskiej Kasy Chorych Andrzej Sośnierz wprowadzał karty chipowe, sprawa trafiła do prokuratury. Sośnierza oskarżano o to, że zrobił to nielegalnie i że dopuścił się niegospodarności, nie sprzedając powierzchni reklamowej na rewersie kart. Utrącono też jego pomysł elektronicznych recept. Dziś śląski model mógłby stać się wzorem dla innych województw. Koszt wprowadzenia systemu wyniósł wprawdzie ok. 30 mln zł, ale  koszty szybko zaczęły się zwracać. Dzięki systemowi wykryto m.in. nadużycia w obrocie lekami i przepisywanie specyfików osobom nieuprawnionym.

Czytnik prawdy

Do czego służy karta? Potwierdza ona obecność pacjenta w systemie ubezpieczeń zdrowotnych. Jest też nośnikiem danych osobowych, pozwalającym na autoryzację świadczeń wykonanych w ramach kontraktu z NFZ. Wydawana jest za darmo na podstawie wniosku – trzeba mieć tylko numer PESEL, mieszkać na terenie województwa śląskiego i, oczywiście, być ubezpieczonym.

Samo posiadanie karty nie oznacza jednak, że jest się ubezpieczonym w momencie przyjścia do lekarza. Ten status można bowiem utracić. Dlatego kiedy pacjent zjawia się w rejestracji, np. w przychodni lub w szpitalnej izbie przyjęć, jego karta wkładana jest do czytnika. Następuje połączenie z systemem i weryfikacja danych. Jeśli potwierdzi się fakt ubezpieczenia pacjenta, z użyciem karty zostaną wydrukowane recepty. Po ich realizacji w aptece do systemu trafia informacja o tym, który lekarz zapisał pacjentowi jakie leki i gdzie ów pacjent je wykupił.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama