GN 43/2020 Archiwum

Ekokatole

Zagadka: kto w swoim wielkim domu ma ekologiczne ogrzewanie, oświetlenie, nawet klimatyzację? Kto kocha koty i głośno mówi, że człowiek zobowiązany jest do ochrony przyrody? Jakiś zwariowany ekolog? Otóż nie...

To Benedykt XVI, wcześniej znany jako pancerny kardynał, Józef Ratzinger. Po co to piszę? Ano, z dedykacją dla ekstremalnie zielonych i ekstremalnie czarnych. Czyli dla dwóch przeciwległych biegunów, które w teorii chcą dobrze, a w praktyce... Ale po kolei.

Zieloni kontra czarni?

Co się stanie, gdy zapytamy osobę o mocno konserwatywnym światopoglądzie, czym jest ekologia i kim są ekolodzy? W wydaniu delikatnym – wzruszy ramionami i prychnie. W wydaniu ostrym – powie coś o ekonazistach, ekofaszystach. Być może też stwierdzi, że wstrętni ekolodzy nie chronią ludzi ale użalają się nad żabim skrzekiem. A co się stanie, gdy zapytać tzw. zielonego, również w wydaniu skrajnym, kim są chrześcijanie? W zależności od przynależności – można usłyszeć albo o szkodliwych matołkach, którzy myślą że Bóg dał im ziemię poddaną, więc mogą ją niszczyć (wersja light). W wersji hard – powiedzą o zbrodniarzach na naturze, którzy to np. mnożą się bez opamiętania, czym rozszerzają dziurę ozonową.

W tym obopólnym myśleniu stereotypami, jest być może i jakieś ziarenko prawdy. Tylko jak to bywa w stereotypach – z nadpsutego ziarna dobrych plonów nie będzie. A co będzie? Wzajemne niezrozumienie, które ani człowiekowi nie pomoże, ani natury nie uratuje. 

Awantura o karpia                                                                                                                     

Mały przykład, jak działa sztucznie wygenerowany, niepotrzebny konflikt „ekologiczno – chrześcijański”. Od kilku lat, tuż przed Bożym Narodzeniem, obserwujemy u ekologów wzmożony ruch obrony karpia. Chwalebne. Bo i ja nie bardzo rozumiem, dlaczego niektórzy kupują na wpół martwe zwierzę, niosą do domu w folii, reanimują je w wannie przez godzin kilka, żeby potem walnąć w łeb. Nie dość, że aby cały ten proceder przebrnąć, trzeba zapomnieć o wrodzonej, ludzkiej wrażliwości, nie dość że zwierzę się bezwzględnie męczy, to jeszcze... nadajemy sobie niepotrzebnej, krwawej pracy.                        

W ciągu kilku lat jednak kampanie przypominające, że karp to stworzenie czujące przyniosły efekty. Coraz więcej ludzi z wyboru kupuje sprawione ryby w dzwonkach. Co więcej – prawo obecnie nakazuje humanitarne uśmiercanie tych zwierząt. I dobrze. Być może też – kontestacja, że karp to zwierzę, pomoże bardziej opornym zrozumieć, że i pies to istota czująca, i bezdomny kot lodowatą zimą – potrzebuje naszej piwnicy.        

Tymczasem jednak nasi obrońcy karpia, poszli o krok za daleko. Chodzi o słynną już „drogę krzyżową karpia” z grudnia ubiegłego roku. W inscenizacji, ni to śmiesznej, ni strasznej, karp rozmawia z człowiekiem i oskarża go o wszelkie cierpienia. Tyle tylko, że jakby wciela się w... Jezusa. Fragmenty: „stacja druga: karp w płaszcz szkarłatny ubrany i wyszydzony, stacja trzecia: w sklepie wystawiony w wodzie brudnej, płytkiej pod ciężarem wrogiego powietrza upada, stacja siódma: nowy ból, przerażenie, do siatki nylonowej włożony, dusi się. Jedenasta: słowa uroczyście wypowiedziane: oto król stołu, czternasta: złożenie”.

Przyznam, że po lekturze tych ekowypocin, mimo wcześniejszego poparcia dla obrońców karpia, poparcie wycofałam. Nie, nie znaczy to, że kupię żywe zwierzę, zawinę w folię i dam w łeb. Nie dałabym mentalnie rady. Poza tym moje wrażliwe dzieci, a do tego domowe dwa psy, kot, cztery świnki morskie, królik i... rybki – nigdy by mi tego nie wybaczyły... Konsekwencja będzie inna: po prostu na kolejne działania ekologów będę patrzeć przez pryzmat tego głupawego wyskoku. I słuchać na poważnie tego, co mają do zakomunikowania, będzie trudno. Na forach dyskusyjnych można natomiast znaleźć solenne, ostrzejsze w formie zapewnienia, że wobec ekologicznej, głupiej akcji, zgorszeni ludzie, w większości chrześcijanie, nie zamierzają traktować karpia inaczej niż „tradycyjnie”. Czyli folia, wanna, i w łeb. Jakby na złość wypaczonej idei, która ich po prostu... zraniła. Bo jeśli walczy się o dobro karpia, a depcze przy tym uczucia człowieka, trudno się dziwić, że obrażony i poniżony, będzie się buntować. Czyli ekolodzy (dla karpia) chcieli dobrze, wyszło źle (i dla karpia, i dla nich samych).

Ekolog Benedykt                                                                                                           

Tymczasem przecież, nie tędy droga. Uwaga, uwaga, wszyscy zainteresowani, a nieprzekonani, z obydwu stron: Kościół katolicki, jak również inne kościoły chrześcijańskie, dość konkretnie wypowiadają się na temat ochrony przyrody. Więc stawianie opozycji „albo chrześcijaństwo – albo ekologia” jest  wyrazem ignorancji.                                                      

W takim np. Watykanie prowadzona jest segregacja odpadków, duża część energii zużywanej w watykańskich urzędach pochodzi z paneli słonecznych. W państwie kościelnym działa też „solar cooling”, czyli urządzenie produkujące zimno z energii słonecznej. Do 2014 r. mają też być zakończone prace nad budowaną pod Rzymem największą w Europie elektrownią słoneczną. Da ona energetyczną niezależność Watykanowi, który będzie mógł ją nawet... eksportować. Prawdopodobnie już niedługo również samochody papieskie będą wszystkie napędzane energią elektryczną.

« 1 2 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama