Nowy numer 48/2020 Archiwum

Taka historia

O pożegnaniu ze spowiedzią, z którego nic nie wyszło, z Jackiem Borusińskim z Mumio rozmawia Marcin Jakimowicz.

Marcin Jakimowicz: Będziesz musiał „religijnie pojechać”

Jacek Borusiński: – Ojej… Spróbuję.

To cytat. Alicja Resich Modlińska pyta w telewizji: „Co jest dla Mumio najważniejsze?”. A Ty na to: „To będę musiał tak religijnie pojechać: miłość Pana Boga”. Nie żałowałeś, że wyskoczyłeś z tym tekstem?

– Nie, nie wstydziłem się tego. Tu chodzi o coś innego: mam ogromny problem z opowiadaniem o wierze. Gdy czytam to, co powiedziałem, łapię się za głowę: „O matko, jak ja się wymądrzam!”. Ciężko mi potem znieść w tych wywiadach samego siebie. Opowiadam o rzeczywistości, która mnie przerasta. Bo zawsze w taki wywiad wkręca się coś, co jest na wyrost.

Dzwonię do Ciebie dwa dni temu: jesteś na rekolekcjach, wczoraj: na katechezach. Nie zmieniasz wizytówki na Jacek Borusiński – kaznodzieja baptystyczny?

– Nie (śmiech). Ale rzeczywiście: program związany ze wspólnotą i katechezami jest ostatnio niesamowicie intensywny i gęsty. Wczoraj byłem na katechezie adwentowej. Sami z żoną głosiliśmy już katechezy dwukrotnie…

W kompletnej ciemności i strachu?

– Gdy w zeszłym roku po raz pierwszy wyszedłem do ambony, myślałem: „Jakoś to będzie. Jestem przecież przyzwyczajony do wystąpień publicznych”. Ale okazało się, że to jest tak kompletnie nowa rzeczywistość, że naprawdę byłem przerażony. Nigdy się tak nie trząsłem. Przed żadną premierą, przed żadnym festiwalem w Opolu. Tam nie byłem sobą; wskakiwałem w skórę postaci, którą grałem. Tu wychodziłem jako Jacek Borusiński. Kolana się uginały, miałem dwa serca, które waliły w jakimś chorym rytmie. Nie pamiętałem nawet, co mówiłem. Pytałem później żony: „Jak było?”, a ona: „Jak na ciebie, mówiłeś bardzo krótko” (śmiech). To są mocne doświadczenia: widzisz, że działa Duch Święty, a nie ty. Ty możesz jedynie coś bełkotać, pozwolić się skompromitować, stracić twarz.

Co się wydarzyło przez ostatnie dwa lata? Wtedy, na Song of Songs, opowiadaliście o doświadczeniu wiary „z pewną taką nieśmiałością”. Więcej mówiliście o tym, że produkujecie mebelki z mydła czy z masła. Teraz mówisz o Bogu bez ogródek…

– Uciekaliśmy w absurd, bo baliśmy się opowiadać o Kościele na serio. Obawialiśmy się takiego nabzdyczenia, patosu. Moja żona mocno mnie punktuje. Jest jakaś normalna sytuacja domowa i ja nagle proponuję: „Pomódlmy się”; a ona patrzy na mnie i rzuca: „A co ty się taki nienaturalnie poważny robisz? Tak ci się śmiesznie cała twarz ściąga”. I tego właśnie bałem się, odpowiadając dziennikarzom na Song of Songs. Ale gdy zaczynasz zauważać, że Bóg ratuje ci życie i przychodzi w chwilach twych największych słabości, nie możesz o tym nie mówić. I powoli przestajesz się bać, czy to nabzdyczone gadanie ma sens. Kiedyś jeden z bielskich księży poprosił mnie, bym powiedział świadectwo dla gimnazjalistów.

Co grozi śmiercią lub trwałym kalectwem…

– Sam nie wiem, dlaczego zgodziłem się na taki samobójczy krok. Wracałem zmęczony z Warszawy, dowlokłem się na to spotkanie. Mówię i mówię, ale czuję, że idzie jak po grudzie. Widzę, że ich to kompletnie nie interesuje. To najtrudniejszy target, jaki można sobie wyobrazić. Jest kiepsko, ale cisnę ten wózek. Ksiądz, który mnie zaprosił, też nie jest w euforii. Trudno. Skończyłem, wróciłem do domu z poczuciem totalnej porażki. Położyłem się spać. Na drugi dzień odbieram telefon. Dzwoni ten ksiądz i mówi: „Słuchaj! Wydarzyło się coś niesamowitego. Przyszedł jakiś facet, zaplątał się jakoś na tę katechezę, a potem poprosił mnie o spowiedź. »Nie spowiadałem się od 15 lat« – mówił. – Bardzo dotknęło mnie świadectwo, które usłyszałem”. Dla mnie to było niesamowite doświadczenie: nawet z takiego chaosu, z czegoś tak lichego, Bóg jest w stanie wyprowadzić dobro. Pomyślałem: nie ma co się opierać…

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także