Płacz nad Nim (również w kontekście przeżywania przepięknej liturgii Triduum) jest łatwiejszy niż zmierzenie się z własnymi demonami.
03.04.2026 11:10 GOSC.PL
„Pobożność jest rzeczą piękną i „przydatną do wszystkiego” (1Tm 4,8), ale może być pułapką. Kiedy? Gdy staje się zaklinaniem rzeczywistości i ucieczką przed prawdą o sobie samym.
Wielokrotnie, gdy cytowałem zdanie rabbiego Nahuma: „Nie wiem, co to jest pobożny, myślę jednak, że to pewno jakiś rodzaj odzieży: wierzch jest z pychy, podszewka ze złości, a wszystko zszyte nićmi smutku”, w internecie wybuchała gorąca dyskusja. A przecież nie mówi ono o pobożności opartej na głębokim zawierzeniu, ale „zewnętrznej stronie misy”, wciskaniu się po latach w rozchodzące się w szwach wdzianko z Pierwszej Komunii, próbę zaimponowania Najwyższemu, który przecież pokornie stanął na końcu kolejki.
Pobożność może być ucieczką od stanięcia w prawdzie przed poznaniem własnej kondycji, nazwaniem po imieniu swych demonów i mizernej kondycji.
W tym roku szczególnie dotykają mnie słowa: „nie płaczcie nade Mną, płaczcie nad sobą”, które usłyszały jerozolimskie kobiety. Tak, jakby Jezus chciał powiedzieć, że płacz nad Nim (również w kontekście przeżywania dramatycznej i przepięknej liturgii Triduum) jest łatwiejszy niż zmierzenie się z własną historią.
U mnie tak było. Przez wiele lat pobożność była tematem zastępczym, ucieczką przed terapią, fasadą, za którą się kryłem, byle tylko w oczach innych nie wyjść na głupca.
A przecież doskonale wiedziałem, że nie wolno chować głowy w piasek i trzeba zmierzyć się z problemem, a ucieczka jest najgorszym z rozwiązań. Zdrowa religijność nie jest przecież zaklinaniem rzeczywistości i wyparciem problemu. Nie chodzi nawet o to, że „trup i tak po latach wypadnie z szafy”, ale o to, że zamiast szukać w religii prawdy, zaczynamy traktować ją jako formę zwiewania przed prawdą o naszej kruchej kondycji .
Wyparcie – to jeden z podstawowych mechanizmów, w jakich funkcjonuje wielu katolików nad Wisłą. Nie jest to często ich wina, ale skutek ich dramatycznych historii i ukrytych ucieczek przed zmierzeniem się z problemami, które miażdżyły ich w dzieciństwie, lat prania mózgu („Tak trzeba żyć!”), lub lęku przed podejmowaniem zgodnych z własnym sumieniem decyzji.
Takie osoby „oddają rykoszetem”. Błogosławiony trapista brat Luc z Tibhirine opowiadał: „Czytałem ostatnio myśl Pascala o tym, że człowiek nigdy nie czyni zła tak ochoczo jak wówczas, gdy robi to z pobudek religijnych”.
Ucieczka przed „zapłakaniem nad sobą” jest łatwą drogą do wejścia w magiczną religijność, która – jak pisze Marcin Gajda w „Boskim DNA” - podsuwa bardzo proste obrazy i wyjaśnienia rzeczywistości. Dlaczego młoda matka umiera na białaczkę, pozostawiając trójkę sierot? «Bo ponosimy skutki grzechu pierworodnego». Dlaczego autokarowa pielgrzymka ulega wypadkowi, w którym połowa ludzi ginie? «Bo Matka Boska chciała mieć ich już u siebie». A co z tymi, co zostali inwalidami do końca życia? «Widać mają swoje zadanie do wypełnienia». Ot, i wszystko staje się jasne!”.
Religijność w tej wersji daje proste, zbyt proste odpowiedzi na poważne egzystencjalne pytania. Póki dramatyczne kwestie nie dotyczą kogoś osobiście, religijne spłycenie zdaje się przynosić, przynajmniej częściowo, rozwiązanie i ulgę. Gorzej, jeśli samemu doświadczy się tragicznych wydarzeń... Ludzie często w celu złagodzenia napięcia oszukują samych siebie, nawet kosztem unikania rzeczywistości. Taka postawa prowadzi do kryzysu. Magiczna religijność jest w gruncie rzeczy utrzymywaniem samego siebie w specyficznej nieprzytomności.
Płacz nad sobą.
Przeżyj to, co masz przeżyć. Do końca.
San Giovani Rotondo
Henryk Przondziono/Foto Gość
Marcin Jakimowicz
Urodził się w 1971 roku. W Dzień Dziecka. Skończył prawo na Uniwersytecie Śląskim. Od 2004 roku jest dziennikarzem „Gościa Niedzielnego”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – poruszające wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem „Dzikim”. Wywiady ze znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznawali się do wiary w Boga stały się rychło bestsellerem. Od tamtej pory wydał jeszcze kilkanaście innych książek o tematyce religijnej, m.in. zbiory wywiadów „Wyjście awaryjne” i „Ciemno, czyli jasno”.