1. Pierwszy – związek miłości i prawdy. „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę”. Dosłownie: będzie zachowywał moje słowo – logos. Obserwujemy obecnie w Kościele lęk przed doktryną, przed jasnym głoszeniem zasad moralnych. Boimy się wyznaczania wyraźnych granic chrześcijańskiej tożsamości. Lękamy się mówienia otwartym tekstem, w co wierzymy, a w co nie. Przygnębieni świadomością grzechów ludzi Kościoła wolimy milczeć o grzechach świata. Czy jednak można oddzielić głoszenie zmartwychwstałego Chrystusa od głoszenia prawdy, którą On przyniósł? Pan mówi: „Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich”. Nie można oddzielić przylgnięcia do Jezusa od przylgnięcia do Jego nauczania, do prawdy, która pochodzi od Boga. Kto spotkał Jezusa, ten wybiera określony styl życia, myślenia, działania. Kto oddał Jezusowi serce, oddaje mu także swój rozum, całe życie. Pozwala, by Wcielone Słowo było kryterium jego wyborów i patrzenia na świat.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł
Są jedynie rzeczy lepsze bądź gorsze, które zależą od okoliczności, sytuacji, kalkulacji zysków… Ludzie nieraz robią głupią minę, gdy słyszą, że zajmuję się dogmatami. Zalatuje wówczas stęchlizną średniowiecza, a człowieka obłazi dreszcz na myśl o inkwizycji. Czy dzisiaj można być czegokolwiek pewnym? Zbyt silne przekonania uznawane są za postawę nienaukową i przejaw braku profesjonalizmu. Dobrze widziane jest twórcze wahanie, podtrzymywanie wątpliwości i otwartość na alternatywne rozwiązania. Tymczasem im mniej dogmatów, tym więcej dogmatyków. Ekologia, zdrowe żywienie, myślowy pluralizm, demokracja, obowiązkowa miłość do zwierząt, tolerancja – oto zestaw prawd wiary. Jeśli nie będziesz ich wyznawał, spotka cię wykluczenie z nowego świeckiego Kościoła. Ludzie sięgają po sprawy same w sobie dobre i niepotrzebujące dodatkowej reklamy, po czym stawiają przy nich wykrzyknik i z powagą w głosie mówią: tylko to! Odżywiaj się racjonalnie, pilnuj parytetów, wspieraj mniejszości, walcz z zaściankiem, idź z duchem czasu… Twoje zbawienie zależy od ciebie. Nie umiesz się zalogować na Facebooku, nie mówisz po angielsku, nie masz poglądów liberalnych, nie wspierasz feminizmu, nie walczysz z efektem cieplarnianym? Przykro mi. Anathema sit! Wykluczyłeś się z mainstreamu, nie masz wstępu na salony, nie ma dla ciebie zbawienia.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł
Słyszymy więc, mimo że w potocznym rozumieniu „apokalipsa” to koniec i katastrofa, słowa o triumfie i odrodzeniu. I to nie dziwi, bo taka w istocie jest Apokalipsa, pismo powstałe dla pokrzepienia serc w okresie prześladowań wiernych Panu Bogu. Księga Apokalipsy powstała, gdy cesarz Domicjan, który kazał nazywać się „Panem i Bogiem”, rozpętał prześladowanie Kościoła. Chrześcijanie mówiący „Panem jest Jezus” stawali się buntownikami. „Chrześcijanie dla lwów” – krzyczeli obywatele Imperium, domagając się śmierci wyznawców Chrystusa. Przedostatni rozdział księgi należy do jej ostatniej sekcji. Tutaj zło, wcześniej zdające się triumfować, zostaje pokonane. Zbawiciel i apokaliptyczny Baranek z jednej strony sądzi wrogie siły, a z drugiej przygotowuje i realizuje triumf Oblubienicy, która jest Kościołem, Matką Bożego Syna i nowym, niebieskim Jeruzalem. Czytany dziś fragment Apokalipsy zatrzymuje się na trzecim z obrazów: niebieskim Jeruzalem, stolicy uczniów Chrystusa. W tym nowym mieście nie ma dawnej świątyni, gdzie na ołtarzu składano całopalne ofiary, bo jedyną i doskonałą ofiarę z siebie złożył sam Chrystus Pan. Ta nowa stolica wierzących pokazuje jedność biblijnego objawienia zawartego w Starym i Nowym Testamencie. Jest to dwanaście bram, a na nich „wypisane imiona, które są imionami dwunastu szczepów synów Izraela”, oraz „dwanaście warstw fundamentu, a na nich dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł
A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie – mówi dzisiaj Jezus w Ewangelii do uczniów, z którymi ma się wkrótce rozstać. Nauczyciel wielokrotnie stosuje tego typu profilaktykę, gdy zapowiada zdarzenia, które mają nadejść, a które dla uczniów i całego środowiska mogą okazać się trudne do przyjęcia. Tak było ze zmartwychwstaniem, w które – jak wiemy – nie wszyscy od razu uwierzyli, tak jest i w dzisiejszej Ewangelii, gdy Jezus zapewnia, że uczniowie po Jego odejściu nie zostaną sami. Tutaj tak samo aktualne są słowa: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Błogosławieni, którzy wierzą Jezusowi na słowo. Kto wierzy Jego zapewnieniom, nieważne, czy był jednym z apostołów, czy żyje we współczesności, nie zostanie zawiedziony. Bo na słowie Jezusa można polegać. Wierzmy więc i tym słowom – że nie jesteśmy sami, że mamy Ducha, który nas wszystkiego nauczy. Że Duch Święty nas prowadzi, choć czasem ścieżki nas, jako Kościoła, bywają mocno pogmatwane. •
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł