GN 24/2021 Archiwum

Kompas w człowieku

My, katolicy, wyrażamy przekonanie, że świat zbudowany na respektowaniu prawa naturalnego jest najbardziej ludzkim światem. To proponujemy i prosimy, aby nasz głos był respektowany – mówi ks. Marian Machinek.

Tomasz Jaklewicz: Benedykt XVI w Bundestagu mówił o konieczności powrotu do pojęcia prawa naturalnego. Spróbujmy wyjaśnić, co to właściwie jest. Prawo kojarzy się nam z jakimś zbiorem przepisów, z kodeksem cywilnym czy karnym.

Ks. Marian Machinek: – Język łaciński rozróżnia dwa pojęcia prawa: ius i lex. Ius to pewien porządek rzeczywistości poprzedzający lex, czyli ustawę uchwaloną przez prawodawcę.

Język polski nie zna tego rozróżnienia, więc słowo „prawo” jest w tym kontekście nieco mylące.

– Tak, pojęcie ius naturale w swoim podstawowym znaczeniu nie oznacza gotowego zestawu norm, ale wskazuje na istnienie pewnego porządku ludzkiej egzystencji, drogowskazu pozwalającego rozróżnić dobro i zło.

Gdzie znajduje się ten drogowskaz?

– Punktem odniesienia jest osoba ludzka. Słowo „naturalne” odnosi się właśnie do natury ludzkiej. Przy czym natura to coś więcej niż wymiar biologiczny, kluczową rolę odgrywa tu ludzki rozum. Pojęcie prawa naturalnego zawiera w sobie przekonanie, że człowiek w swojej cielesno-duchowej naturze jest zdolny do odczytania i sformułowania zasad moralnego postępowania. Te zasady w głównych zarysach są wspólne dla wszystkich ludzi. Można powiedzieć, że to taki wewnętrzny kompas. Ale każdy kompas ma sens, jeśli istnieje biegun magnetyczny. Ostatecznie jest nim Bóg.

Słowo „naturalne” może też być mylące, bo ktoś może pomyśleć, że chodzi o naturę rozumianą jako przyrodę.

– I wtedy mówi się o „prawie natury”, rozumiejąc to w ten sposób, że jak wszystkie zwierzęta podlegają prawom biologii, tak też człowiek musi dostosować moralność do biologicznych prawideł. Stąd hasło tzw. powrotu do natury. W takim znaczeniu moralnym ideałem byłby powrót do jaskiń i na drzewa. Nie o to chodzi. Prawo naturalne zawiera w sobie ideę, że ludzka natura może być punktem odniesienia dla moralności. Właśnie ze względu na zbyt szybkie skojarzenia z biologią niektórzy proponują zastąpić określenie „prawo naturalne” terminem „prawo osobowe”.

Idea prawa naturalnego jest obecna w chrześcijaństwie, ale – jak podkreślił papież w Berlinie – jest to idea, która ma starsze korzenie.

– Ta idea pochodzi z tradycji filozoficznej grecko-rzymskiej. Starożytni mawiali: Secundum naturam vivere (żyć według natury). Rzymianie wiedzieli, że prawo pozytywne, czyli konkretne ustawy stanowione przez senat czy inne władze, czerpie moc zobowiązującą nie tyle z autorytetu prawodawcy, co z bardziej pierwotnego ładu, który jest w samym człowieku. Chrześcijaństwo dopowiedziało, że Bóg jest najwyższym prawodawcą i ostatecznie od Niego pochodzi to prawo wpisane w ludzką naturę, która w swoich głównych zarysach pozostaje niezmienna. Zwróćmy uwagę na to, jak dobrze, mimo upływu czasu, rozumiemy dylematy moralne Antygony z dramatu Sofoklesa. Potrafimy ocenić, że postawa Antygony jest bohaterska, Kreon jest despotycznym władcą, a postawa Ismeny to koniunkturalizm, poprawność polityczna. Widzimy więc, że fundamentalne problemy moralne wtedy były takie same, jak są i dzisiaj.

Czy Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, ogłoszona przez ONZ w 1948 roku, była potwierdzeniem tej intuicji prawa naturalnego?

– Taki był przynajmniej zamiar sygnatariuszy tego dokumentu. Zwróćmy uwagę na słowo „deklaracja”. Ono wskazuje, że podstawowe prawa człowieka przysługują mu z natury, a więc po prostu dlatego, że jest człowiekiem. Człowiek nie zawdzięcza swoich praw jakiejś ławie rządzących, tej czy innej konwencji, ale przysługują mu one z samego faktu bycia człowiekiem i nikt nie może mu ich odebrać.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama