Ja jestem chlebem życia. J 6,35
W Kafarnaum lud powiedział do Jezusa:
«Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”».
Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu».
Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!»
Odpowiedział im Jezus: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie».
Znaki, cuda, zjawiska. Święci, błogosławieni, prorocy i kaznodzieje. Świadectwa, dzieła i akcje. Zatrzymujemy się na tym, co finalne, nie pytając o źródło i przyczynę. Widzimy „chleb z nieba”, a niewidoczna jest dla nas ręka, która go nam podała. Zaspokajamy głód i pragnienie, szybko zapominając – jak Izraelici na pustyni – kto stoi za poczuciem sytości i napojenia. Tłum woła: „Jakie Ty czynisz znaki? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni”. Oczekują widowiska. Czegoś jeszcze większego. Bardziej spektakularnego. Jezus odpowiadając, nie daje znaku. Daje siebie. „Ja jestem chlebem życia”. Wskazuje na źródło. Na tego, który stoi za wszystkimi znakami i cudami. Na tego, który jest początkiem wszystkiego. Na drogę, którą trzeba przejść, aby zbliżyć się do Niego. Na wiarę, którą trzeba pielęgnować, by pustynia przemieniła się w żyzną i zieloną ziemię.
ks. Tomasz Koryciorz Ewangelia z komentarzem