Jezus zabrał trzech wybranych uczniów na wysoką górę, aby umocnić ich wiarę na czas próby.
1. Jezus zabrał trzech wybranych uczniów na wysoką górę, aby umocnić ich wiarę na czas próby. Tą próbą będzie Jego męka i śmierć. Nie przypadkiem Piotr, Jakub i Jan zostaną później poproszeni przez Jezusa, aby Mu towarzyszyli w Ogrójcu. Na górze Tabor uczniowie zobaczyli Jezusa w chwale, zajaśniał im Boży blask na Jego ludzkim obliczu. W Getsemani zobaczą Jego twarz spowitą ciemnością nocy, ujrzą Jego śmiertelny, ludzki lęk przed bólem, śmiercią, zadaniem ponad siły. To, co Boże, i to, co ludzkie, spotyka się w Osobie Chrystusa. „Panie, dobrze nam tu być” – mówi Piotr na Taborze, w Getsemani uśnie, zostawiając Mistrza samego z Jego cierpieniem. Tacy jesteśmy i my. Chcemy takiej modlitwy, takiej Mszy, takich kazań, takiego Kościoła, w których Jezus będzie „świecił”, tak byśmy mogli mówić: „Dobrze nam z Tobą, Panie”. Nie ma w tym pragnieniu nic złego. Rzecz jednak w tym, aby trwać przy Nim także wtedy, gdy modlitwa będzie jedną wielką walką ze znużeniem, Msza wyda się nudna, kazanie banalne, a Kościół słaby i zbrukany grzechami jego członków. „Weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą!” – apeluje św. Paweł. Wierność w chwili próby jest o wiele cenniejsza niż wierność w czasie prosperity. Chwile zachwytu, blasku, piękna są krótkie. Są łaską na czas ciemności, aby wtedy nie zwątpić.
2. Przemienienie budzi skojarzenie z rekolekcjami, które odbywają się w parafiach w Wielkim Poście. Pan chce zabrać nas na górę wysoką, osobno. Żyjemy na co dzień w dolinach. Zanurzeni w morzu naszych zmartwień, grzechów, nałogów. Jest w nas tak wiele trosk, zarówno tych koniecznych, jak i tych nadmiernych, wynikających z naszych lęków czy wręcz niewiary w Bożą Opatrzność. Z góry wszystko wygląda inaczej. Potrzebujemy znalezienia takiej „góry”, która pozwoli zobaczyć życie z innej, Bożej perspektywy. Ważne jest to, aby dać się poprowadzić Jezusowi w górę, czyli w stronę Boga. Na co dzień wędrujemy „w poziomie”. Z domu do pracy, sklepu, szkoły, kina czy na uczelnię. I z powrotem. Dla życia w pełni ludzkiego niezbędny jest ów kierunek pionowy. Wszystko w życiu ma swój wymiar pionowy, czyli odniesienie do Boga, do wieczności. Praca, miłość, cierpienie, rozrywka, polityka... Wszystko. Wielki Post to czas odzyskiwania pionowego wymiaru życia. Żyjąc w dolinach, człowiek nie może zapomnieć o górach. One są i czekają, by je zdobyć.
3. Historia życia każdego z nas to ciąg dalszy historii świętej. Jesteśmy z Boga i do najważniejszych ludzkich zadań należą odnalezienie Go, dotarcie do celu życia, do Ojczyzny, do Domu. Historia powołania Abrahama to początek historii ludu wybranego. Wszystko zaczyna się od wiary tego człowieka, który „udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał”. Dał się poprowadzić w nieznane. Zaufał obietnicy Boga. Zaryzykował. Stał się biblijnym wzorem wiary. Słuchać Pana to nie tyle przyjmować coś do wiadomości, ile iść drogą, którą On wskazuje. Zostawić to, co moje, na rzecz tego, co Jego. Ruch wiary przypomina dynamizm miłości. Kiedy kocham, rezygnuję ze swojej wygody czy bezpieczeństwa, zostawiam swoje ego, aby iść ku innemu. Daję siebie komuś w nadziei, że dzięki temu odnajdę siebie w niej czy w nim. Wiara to wędrowanie ku górze, ku światłu, ku ojczyźnie, ku Miłości. Człowiek, który wierzy i który kocha, staje się błogosławieństwem dla całej ziemi.
4. Alicja Lenczewska (ur. 1934 r.) wiodła przeciętne życie. Mieszkała w bloku w Szczecinie. Była samotną nauczycielką. Szczytem jej kariery było wicedyrektorstwo w liceum dla przedszkolanek. Jej wiara była przeciętna. Po pięćdziesiątce zaczęła chodzić na spotkania Odnowy w Duchu Świętym. W 1985 r., dokładnie 8 marca (łaska Boża ma konkretny czas i miejsce!), wzięła udział w rekolekcjach w Gostyniu. To była jej Góra Przemienienia. Tam stało się coś, co zmieniło jej życie. Opisała to tak: „Stanął przede mną Jezus. Bardziej realny, prawdziwszy niż wszystko, co było w kaplicy: niż ludzie, którzy stali obok. Stało się to po przyjęciu Komunii Świętej (podczas Eucharystii), kiedy ze skruchą myślałam, jak bardzo jestem spóźniona w drodze do Niego. Wszystko przestało istnieć, był tylko On. Jego potęga, moc, ogrom coraz większy i ja coraz mniejsza przy Nim. Ogrom miłości tak wielkiej, niespotykanej, przed którą można tylko płakać nad swoją niewdzięcznością. A potem radość, że On mnie kocha. Radość rozsadzająca serce”. Jeśli w twojej parafii są rekolekcje, daj się poprowadzić na górę.
Ks. Tomasz Jaklewicz Ewangelia z komentarzem