Zbyt łatwo osoba działająca w interesie społecznym może dziś zostać uznana za przestępcę.
Co łączy Magdalenę Ogórek, Rafała Ziemkiewicza, Pawła Śpiewaka, Dorotę Kanię i Tomasza Wróblewskiego? Wszyscy zostali skazani z niesławnego paragrafu 212. Do tego grona – dużo liczniejszego niż wyżej wymienieni – dołączył właśnie Adam Borowski, legenda antykomunistycznego podziemia. Borowski, dziś aktywista społeczny, został skazany na pół roku pozbawienia wolności za zniesławienie Romana Giertycha, jednego z najpotężniejszych dziś ludzi w Polsce. To niestety reguła. Pozywają zazwyczaj silni słabych, a wymiar sprawiedliwości ustawia się w roli obrońcy interesów tych, co są przy władzy i pieniądzach. A miało być dokładnie na odwrót. Ci, co na świeczniku, powinni mieć słabszą ochronę niż szary obywatel. Giertychowi wolno mniej niż Borowskiemu, nawet nie ze względu na biografię (co wszyscy dziś podnoszą), ale wpływy, jakimi dysponuje.
Artykuł 212 Kodeksu karnego to relikt komunistyczny, którego próżno szukać w prawodawstwie europejskim. Jeśli ktoś uważa, że jego reputacja została publicznie narażona na szwank, powinien mieć prawo iść do sądu, ale naturalną drogą w takich sprawach jest proces cywilny. Kodeks karny stworzony został dla prawdziwych przestępstw, innych niż wypowiedź w programie telewizyjnym (jak w przypadku Borowskiego), napisanie artykułu czy wpis w mediach społecznościowych. Jest to bez wątpienia narzędzie zastraszania i utrudnianie wypełniania kontrolnej funkcji przez obywateli, nie tylko media, a więc jedno z największych zagrożeń dla wolności słowa. Zbyt łatwo osoba działająca w interesie społecznym może dziś zostać uznana za przestępcę. Ochrona dóbr osobistych jest ważna, ale nie powinno się w nią angażować państwo z całą mocą, jaką dysponuje, bardziej dbając o reputację tych, co na górze, niż o prawo do krytyki ze strony tych, co na dole. Dziś pozwany musi udowadniać, że nie jest wielbłądem, często mając przeciwko sobie władzę polityczną. Pół roku więzienia za krytykę wpływowego polityka to kompromitacja dla wymiaru sprawiedliwości.
Roman Koszowski /Foto Gość
Piotr Legutko
dziennikarz, publicysta, wykładowca, absolwent filologii polskiej UJ. Kierował redakcjami „Czasu Krakowskiego”, „Dziennika Polskiego”, „Nowego Państwa” i „Rzeczy Wspólnych”, a także krakowskim oddziałem TVP i kanałem TVP Historia. Z „Gościem Niedzielnym” związany od początku XXI wieku. Opublikował m.in. „O dorastaniu czyli kod buntu”, „Jad medialny”, „Sztuka debaty”, „Jedyne takie muzeum”, książkowe wywiady z Janem Polkowskim i prof. Andrzejem Nowakiem oraz „Mity IV władzy” i „Gra w media” (wspólnie z Dobrosławem Rodziewiczem). Wykładowca UP JP II oraz Akademii Ignatianum.