Chociaż Jezus Chrystus powiedział, że nikt nie zna czasu i godziny końca świata, to jednak we wszystkich epokach ludzie próbowali się ich domyślić i wierzyli, że są blisko mety.
Chociaż Jezus Chrystus powiedział, że nikt nie zna czasu i godziny końca świata, to jednak we wszystkich epokach ludzie próbowali się ich domyślić i wierzyli, że są blisko mety. Nawet jeśli śmiałą i zuchwałą wydaje nam się chęć ustalenia kalendarza katastroficznych zdarzeń, sam Jezus zachęcał swych uczniów do oceniania znaków zapowiadających Jego przyjście. Ich uważna lektura pozwala chrześcijaninowi unikać zbytniego przywiązania się do świata i utrzymywać się w stanie czujności dla zbawienia duszy.
Nie da się zaprzeczyć, że żyjemy w czasach wyjątkowych zawirowań i wyjątkowej bezbożności, co skłania nas do poważnej refleksji nad końcem tego świata, który być może nie jest już bardzo odległy. Można powiedzieć, że wiele środowisk, także w Kościele, nad tym się zastanawia. Bliskość końca świata potwierdził przed wiekami św. Grzegorz Wielki. Bliżej naszych czasów – na przykład w kwietniu 1937 roku region Dniestru i inne części zbolałej bolszewickiej Rosji zostały poprzecinane procesjami organizowanymi przez chłopów, którzy zapraszali towarzyszy, by przestali pracować i myśleli tylko o duszy, ponieważ kres dziejów był bliski.
Niezmierny i niemal nieodwracalny ogrom złości tkwiącej w ludziach sprawia, iż wydaje się nam, że nie ma innego lekarstwa niż totalna ruina wszystkiego. Przejawów zepsucia jest tak wiele, ponadto szybkość generowania ich w mediach jest tak błyskawiczna, że nie wiadomo, jak można by je wyeliminować bez katastrofy. Nieczystość jest powszechna, odwrócenie podstawowych kategorii dobra i zła nagminne. Nie starcza już nadziei, że uda się to uleczyć tymi środkami edukacji i ewangelizacji, jakimi dysponujemy. W każdym razie znaki, które widzimy, i niepewność, która nas nieustannie ogarnia, przymuszają nas do czujności i popychają w stronę życia prawdziwie chrześcijańskiego, a nawet w kierunku świętości. Świadczą o tym pocieszające wiadomości o przebudzeniu wiary i powrocie do Chrystusa, zwłaszcza wśród młodych, we Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii czy za oceanem.
Żyjemy, jakbyśmy stali na krawędzi wulkanu, wszystko jest niepewne, sprawia nam ból i wpędza w ponury smutek. Nie mamy innego wyjścia, jak tylko oddać się Bogu i pokochać Go ponad wszystko. W warunkach narastającej dezorientacji, wśród ludzi pożeranych przez bezbożność musimy trwać wiernie przy Chrystusie, nie pozwalając, by nas pokonało podłe odstępstwo. Winniśmy nosić naszą chrześcijańską głowę wysoko i nie cofać ani na centymetr naszej nadziei przed światem. Jeśli w każdym czasie kompromis z bezbożnością był złem, w tym momencie wydaje się zbrodnią porzucenia. Niech nas nic nie odciąga od Jezusa Chrystusa i od Jego Kościoła. Nie wierzmy fałszywym prorokom, handlarzom złudzeń. Wsłuchujmy się w głos prawdy w przekonaniu, że nigdy wcześniej nie było takiej potrzeby poszukiwania jej jak dzisiaj. Taki jest właściwy sens Adwentu.
Ks. Robert Skrzypczak Ewangelia z komentarzem