2 Kor 4,7-15
Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. (2 Kor 4, 7)
Boska logika wobec nas jest taka prosta i tak – jednocześnie – trudna do przyjęcia! On nieustannie powtarza, my słuchamy, a w końcu i tak, jak dzieci, chcemy wszystko, co nas spotyka potraktować siłowo. „Ja sam! Ja sam!” – krzyczy małe dziecko podskakując z ekscytacji, gdy rodzic chce mu w czymś pomóc. I to jest oczywiście pewien etap, na którym uczy się je życia. Są jednak i takie przestrzenie, w których na „ja sam!” nie wolno mu pozwolić. Tak to już jest z naszą relacją do Ojca, że to „ja sam!” powtarzamy przez całe życie, wielokrotnie parzymy sobie paluchy pchając je w płomienie, zapominając przy tym, że jakakolwiek prawdziwa moc, autentyczna siła, skuteczność, pochodzą jedynie z Jego mocy. „Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas” to oczywiście główna zasada tej relacji, której celem nie jest jednak pozostawienie nas biernymi. To dzięki tej mocy „znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy”. Ciągłym „ja sam” zazwyczaj zapewniamy sobie klęskę. W pewnym sensie na tym też polegała klęska pierwszych ludzi w raju. A wystarczyłoby spojrzeć na siebie jak na gliniane naczynie. Zrozumieć kruchość, która dominuje w naszej ludzkiej kondycji. I oddać się w ręce Tego, Który wie jak z tej kruchości tworzyć wielkie dzieła.








