Przed nami Wielki Tydzień, a za nami – gorący. Gorący, bo przeżyty pod znakiem obchodów pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej oraz 71. rocznicy mordu katyńskiego. Dobrze, że staramy się pamiętać o naszej przeszłości. To nasz święty obowiązek.
I chwała tym, którzy o tę pamięć zabiegają. Nie ma się co jednak oszukiwać: kiedyś pamięć o tych wydarzeniach osłabnie. Myślę oczywiście o perspektywie liczonej w setkach lat. Wtedy mord katyński i katastrofa smoleńska będą zaledwie – taką mam nadzieję – tematem lekcji historii.
Ostygną też emocje, tak bardzo dzisiaj rozpalone, co jest zupełnie naturalne i zrozumiałe: trudno bowiem spokojnie patrzeć, jak Rosjanie podmieniają smoleńską tablicę i wyrzucają z niej napis o celu wizyty prezydenckiej delegacji sprzed roku. Czas studzi emocje, ale nie zawsze. Od tej powszechnie obowiązującej reguły jest jeden wyjątek.
W Wielkim Tygodniu będziemy wspominać historyczne wydarzenie sprzed dwóch tysięcy lat. Mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Choć było to tak dawno, u milionów ludzi tamte wydarzenia nadal budzą emocje. Nie tylko nie zapomnieli, ale w mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa angażują całe swoje życie.
Trudno sobie wyobrazić, by dzisiaj ktoś płakał po bohaterach sprzed dwóch tysięcy lat. Przy Bożym grobie ludzie potrafią płakać. I nie zmieni tego upływ kolejnych lat. Dwa tysiąclecia były wystarczającą próbą czasu.