Nowy numer 44/2020 Archiwum

Jakby tak cosik-kiedysik

Myśl: Wielkopostne rekolekcje. Każde są zaskoczeniem. Każde inne.

Wielkopostne rekolekcje. Każde są zaskoczeniem. Każde inne. W małym kościółku w Tatrach, gdzie słuchaczy miałem na wyciągnięcie ręki. W ogromnej katedrze, gdzie pogłos wymuszał zwolnienie tempa mówienia i kazanie zamiast 15 minut trwało 20. W niewielkiej parafii tradycją przesiąkniętego Śląska i w równie niewielkiej parafii Zagłębia – dwa różne światy. Wszędzie mogłem pojechać ze swoim niedźwiedziem, czyli stałym zrębem programu rekolekcji. Oczywiście, trzeba uwzględnić różnice parafii, podpowiedzi proboszcza. Jednak koniec końców wszystko jest trochę „w ciemno”. Dlatego zawsze zaskakuje. Wszystko zaskakuje. Nawet gospodyni – zwykle nie do podrobienia. I góralski kapelusz ofiarowany przez gazdów mnie zaskoczył. Przy obiedzie usłyszałem od gaździnki: „Piórecko w kapelusie to mozecie nosić, boście kawaler. Ale jakby tak cosik-kiedysik... to nie mozecie”. No i miałem pierwszą i anielsko zwięzłą naukę rekolekcyjną. Naukę dla rekolekcjonisty, by wiedział, że ludziska liczą na to, że żadnego „cosik-kiedysik” nie było – bo kapelusz z piórkiem przynieśli. A mogli bez. Do dziś go mam. Z pióreckiem.

Jasne, wyposażenie na rekolekcje trzeba mieć w najlepszym gatunku. Świat ceni to bardzo. Choć... choć nie upraszczajmy. Ten „najlepszy gatunek” to często tylko zewnętrzny blichtr i gra pozorów. I niech mi nikt nie mówi o ekstraetykietach na wódce czy na opakowaniach papierosów – papier, druk, trójwymiarowe efekty i inne bajery. Wszystko first class. Ale w rekolekcjach to wiara rekolekcjonisty musi być first class. Słuchacze wyczują to jakimś dziwnym sposobem. Chciałoby się powtórzyć starożytne określenie teologów: sensus fidei – zmysł wiary. Tym zmysłem bezbłędnie ocenią też nadzieję rekolekcjonisty. To znaczy jego przekonanie, że to, co robi, ma sens. Że gada i wspiera się multimediami nie dlatego, że taka jego praca, ale że to jego życie. I że jest przeświadczony o potrzebie i tej pracy, i takiego życia.

Zaskoczyli mnie już ładnych parę razy uczestnicy rekolekcji. Nie ci, którzy na zakończenie dziękowali przy ołtarzu – nie powiem, to miła chwila. Ale ci, którzy gdzieś przydybali mnie w pojedynkę. „Proszę ojca, poruszyło mnie to, co ojciec mówił”. Co? – pytam, bo przegadałem ileś godzin. I tu słyszę zdanie – jako żywo, mówiłem dokładnie tak – ale to była tylko marginesowa uwaga, uboczna myśl. I ta właśnie myśl kogoś poruszyła, bywa, że odmieniła. Nie kunsztowna argumentacja, nie biblijny fundament, nie błyskotliwy wywód... Ale właśnie urywek zdania mało ważnego dla jakiegoś wielkiego tematu. Pan Bóg z byle czego przygotował narzędzie swej łaski. To druga nauka dla rekolekcjonisty: bądź pokorny. Tu kto inny daje wzrost. Ty siej cierpliwie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama