Nowy numer 19/2022 Archiwum

Genetyka

Pokutuje pogląd, że Kościół jest pryncypialnie przeciwny stosowaniu inżynierii genetycznej u człowieka. Tymczasem jest tylko jedna kategoria interwencji w ludzki genotyp, o której wiadomo, że Kościół nigdy jej nie zaakceptuje.

Poprawianie, nie leczenie
– Manipulacje genetyczne u człowieka mogą mieć jednak także charakter nieterapeutyczny. Chodzi o genetyczne poprawianie, ale nie o leczenie człowieka. Na razie takich procedur prawie nie ma. Ale jeśli się pojawią, to wcale nie znaczy, że zostaną automatycznie odrzucone przez Kościół – mówi bioetyk z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie ks. dr hab. Tomasz Kraj. Jest on autorem poświęconej temu tematowi książki pt. „Granice genetycznego ulepszania człowieka”. Według niego, sprzeciw wzbudziłaby z pewnością eugeniczna inżynieria genetyczna. To ona jest tą jedyną kategorią interwencji genetycznych, o której wiadomo, że nigdy nie zostanie zaakceptowana przez Kościół. Należy do niej klonowanie człowieka oraz eugeniczna inżynieria genetyczna linii zarodkowej. Wspólnym mianownikiem obu tych zakazanych obecnie procedur jest idea tworzenia ludzi o cechach uprzednio dla nich ustanowionych. W przypadku klonowania cecha ta byłaby następująca: „bądź kopią (kogoś innego)”. W przypadku eugenicznej inżynierii komórek zarodkowych cechę tę można wyrazić słowami: „bądź lepszy (pod jakimś wybranym względem)”. Można sobie wyobrazić, jak tego typu interwencje ograniczyłyby wolność „stwarzanych” w ten sposób ludzi, ich niepowtarzalność. Naruszałyby zatem ich godność, sprawiały problemy w życiu osobistym i społecznym, nie mówiąc o niebezpieczeństwach ewentualnego niepowodzenia genetycznej manipulacji.

Jak Tiger Woods?
Wyobrażalne są jednak i inne ingerencje genetyczne, które nie służyłyby leczeniu, a jedynie poprawianiu, ulepszaniu człowieka już narodzonego, a nawet dojrzałego. Są one dzielone na cztery grupy. Pierwsza z nich nazywana jest z angielska „better children” (lepsze dzieci). Chodzi o genetyczne „zaprogramowanie” dzieci w taki sposób, żeby były bardziej posłuszne, a więc łatwiejsze do kontrolowania, lepiej się uczyły, były bardziej ambitne itp. Na razie taka ingerencja nie jest możliwa. Gdyby jednak stała się możliwa z technologicznego punktu widzenia, to byłaby niedopuszczalna w sensie moralnym. Byłaby to zbyt radykalna, a w dodatku nieodwracalna ingerencja w ludzką wolność. Być może metoda ta stałaby się kiedyś narzędziem realizacji jakiejś upiornej, totalitarnej antyutopii. Druga grupa interwencji poprawiających człowieka nazywana jest „better performance” (lepsza wydolność). Mogłoby tu chodzić np. o genetyczne zwiększenie siły mięśni. Ks. dr hab. Kraj przytacza tu przykład słynnego amerykańskiego golfisty Tigera Woodsa. Wykorzystał on techniki okulistyczne, dzięki czemu jego wzrok jest ostrzejszy niż u człowieka o zdrowych oczach. Pomaga mu to w trafianiu golfową piłeczką do dołka. Gdyby taki efekt uzyskano na drodze manipulacji genetycznej, to – zdaniem bioetyka z Krakowa – byłoby to możliwe do zaakceptowania. O ile, oczywiście, spełniałoby warunki o charakterze bardziej podstawowym, takie jak bezpieczeństwo procedury dla zdrowia i zgoda człowieka, który się jej poddaje. W grę mogłyby tu wchodzić także zasady fair play danej dyscypliny sportu.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się