Nowy numer 43/2020 Archiwum

Dotknij mnie

Jeszcze 30 lat temu nikt nie słyszał o ekranach dotykowych. Zaczęło się od filmów science fiction. A później wszystko potoczyło się naprawdę szybko.

W filmach fantastycznych komputery rzadko miały klawiatury. Zwykle stukano palcem po ekranie, co wywoływało nie lada podziw, szczególnie, że działo się to w czasach, kiedy mało kto miał komputer (z klawiaturą) w domu. Prawdziwym ojcem ekranów dotykowych jest Sam Hurst, który w 1971 r. skonstruował sensor, nazwany Elograph, na Uniwersytecie w Kentucky. Elograph nie był przezroczysty jak dzisiejsze sensory dotykowe, ale reagował na nacisk. To był początek. Zaledwie trzy lata później, w 1974 roku, skonstruowano pierwszy przezroczysty sensor dotykowy, pod który można było „podłożyć” ekran. A w 1977 roku została opracowana technologia „five-wire resistive”, która jest wykorzystywana w ekranach dotykowych do dzisiaj.

Za duża klawiatura
Ekran dotykowy jest jedną z tych rzeczy, która wydaje się zbędna… póki jej się nie wypróbuje. Z komputerem, telefonem czy jakimkolwiek innym urządzeniem elektronicznym trzeba się jakoś porozumiewać. Zwykle służą do tego klawiatura, przyciski nawigacyjne, myszka czy joystick. Problem w tym, że klawiatury czy rzędy przycisków zajmują sporo miejsca, które mogłoby być przeznaczone na zdecydowanie większy wyświetlacz. Można oczywiście wyobrazić sobie i duży ekran, i klawiaturę, ale wtedy urządzenie przestaje być kieszonkowe, a staje się duże i ciężkie, czyli niepraktyczne. Ekran dotykowy ten problem rozwiązuje. Wyświetlacz może być duży, bo gdy trzeba coś napisać, klawiatura może się na nim po prostu wyświetlić. Sensory dotykowe można łączyć z ekranami stworzonymi w różnej technologii, np. LCD, TFT, SLCD, OLED, AMOLED i SUPER AMOLED. W takie rozwiązania wyposażonych jest coraz więcej urządzeń. Komputery PC, telefony komórkowe, PDA, panele w kioskach informacyjnych, niektóre bankomaty oraz większość tabletów.

Jak to działa?
Sensory dotykowe w powszechnym użyciu są produkowane w dwóch technologiach – rezystancyjnej i pojemnościowej. Ta pierwsza dostępna jest już od wielu lat, podczas gdy pojemnościowa jest stosunkowo nowa. Ekrany rezystancyjne są zbudowane z dwóch warstw grubej folii, która przewodzi prąd. Dolna warstwa jest twarda, trochę podobna do kawałka pleksi, z kolei górna jest wiotka i giętka. Między warstwą zewnętrzną i wewnętrzną (obydwie są przezroczyste) pozostawiona jest niewielka przerwa, tak że nie dotykają się one bezpośrednio. No chyba, że ktoś tę wierzchnią przyciśnie. Dotknięcie powoduje „zamknięcie obwodu”. Zaletą tego typu ekranów dotykowych jest niski koszt ich produkcji oraz możliwość obsługi palcem bądź rysikiem. Wady to niska precyzja i konieczność przyciśnięcia ekranu. W ekranach pojemnościowych wystarczy tylko musnąć, nie trzeba naciskać. Zasada działania tego rodzaju sensorów jest znacznie bardziej skomplikowana. Tutaj współrzędne palca są określane przez generujące bardzo słabe, zmienne pole elektryczne elektrody znajdujące się w narożnikach ekranu. Zaburzenie prądu elektrycznego mogą jednak powodować tylko przedmioty dobrze przewodzące prąd, np. ludzkie ciało. Ten rodzaj sensorów dotykowych jest droższy, ale za to bardziej niezawodny i dokładniejszy.

Lider z Cupertino
Niewątpliwym liderem w technologii ekranów dotykowych jest amerykańska firma Apple z Cupertino. W swoich dwóch flagowych urządzeniach (iPad i iPhone) wykorzystała wręcz rewelacyjny ekran wybudowany w technologii pojemnościowej z funkcją Multi-Touch. Zresztą Apple jako pierwszy zastosował tą funkcję. Teraz stosuje ją wielu konkurentów Apple’a. W czerwcu ubiegłego roku swoją premierę miał iPhone czwartej generacji (4G). Jego wyświetlacz (nazwany Retina Display, czyli po angielsku siatkówka oka) wyświetla 325 pikseli na cal kwadratowy, podczas gdy ludzkie oko nie jest w stanie dostrzec więcej niż 300 pikseli. A to znak, że technologia została opracowana do perfekcji.
Wprowadzenie technologii dotykowej zrewolucjonizowało urządzenia mobilne. Urządzenia dotykowe mają tylko jedną wadę. Zużywają więcej energii. Nie ma jednak wątpliwości, że ten niezwykły kawałek szkła to dopiero początek prawdziwej rewolucji. Co przeniesie jutro? Nikt tego nie wie, ale może być naprawdę ciekawie…

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się