Nowy numer 44/2020 Archiwum

Lekkomyślność z doświadczenia?

Zalecenia przedstawicieli władz niewiele dla Polaków znaczą. "Mamy doświadczenia państwa opresyjnego, odreagowujemy to" - mówił PAP socjolog i politolog z SWPS dr Michał Wenzel. Według niego, to jeden z powodów zachowań osób, które narażają się lekkomyślnie.

Dr Wenzel przypomniał, że służby państwowe i władze różnych szczebli mogą tylko ostrzegać obywateli przed zagrożeniem. Stąd komunikaty MSZ, odradzające wyjazdy do ogarniętych rewolucją krajów arabskich i straży pożarnej oraz policji przestrzegające przed wchodzeniem na kruchy lód. Nikt jednak nie może Polakom zabronić robić tego, co chcą, zwłaszcza, że niektórzy z nich podejmują ryzyko nie z lekkomyślności, ale np. mają w zagrożonych rejonach rodziny lub pracę. "Obywatel jest suwerenny i sam decyduje o tym, co zrobi. Taki mamy porządek prawny" - powiedział naukowiec.

Wszyscy zgadzają się jednak, że ktoś, kto nie ma ważnego powodu, nie powinien się narażać. Temat ten był szeroko omawiany w trakcie ubiegłorocznej powodzi. Władze samorządowe i służby ratownicze wielokrotnie apelowały, aby mieszkańcy zagrożonych terenów ewakuowali się zaraz po ostrzeżeniach o nadchodzącej fali, a nie czekali aż ich życie znajdzie się w bezpośrednim niebezpieczeństwie. Tymczasem wielu ludzi zignorowało te zalecenia. Niektórych w ostatniej chwili ściągano helikopterami z dachów zalanych budynków.

"To kwestia kultury prawnej. Wiemy, że z tym w Polsce nie jest najlepiej. Mamy długą historię opresyjnych władz, które były z opresyjnego nadania i w związku z tym dobrze zakorzenioną tradycję obywatelskiego nieposłuszeństwa" - tłumaczył dr Wenzel.

Jak mówił, Polacy wybierają sobie, które regulacje chcą przestrzegać, a które nie. Jego zdaniem, może to wynikać ze słabego związku obywateli z państwem.

"W latach 70. znany polski socjolog Stefan Nowak postawił tezę próżni społecznej. To znana teza, mówiąca o tym, że Polacy z jednej strony identyfikują się ze swoim najbliższym kręgiem - swoją rodziną i znajomymi, a z drugiej strony z narodem. Tymczasem identyfikacja z instytucjami, czyli ta na średnim poziomie, jest zdecydowanie słabsza. Między innymi tym można tłumaczyć słabość różnych instytucji politycznych również obecnie, ponieważ tego rodzaju tożsamości są trwałe" - wyjaśnił.

Jednocześnie bardzo dużym zaufaniem i szacunkiem naszego społeczeństwa cieszą się służby mundurowe i każdy, kto znajduje się w niebezpieczeństwie oczekuje, że służby te mu pomogą. Dr Wenzel przypomniał, że zwłaszcza pracę strażaków Polacy oceniają szczególnie wysoko. "Powszechną sympatię dla straży pożarnej bardzo łatwo można wytłumaczyć. O ile np. w policją można mieć złe i dobre doświadczenia, to ze strażakami już raczej tylko dobre. Strażak, jeżeli się pojawia, to wtedy, kiedy go potrzebujemy, a nie wtedy, kiedy jego obecność jest nam niemiła" - mówił. Sympatia ta jednak nie powstrzymuje niektórych śmiałków, którzy, ryzykując swoje życie, marnują publiczne pieniądze, czas strażaków i narażają ich samych na udział w niekiedy niebezpiecznej akcji ratunkowej.

Na tego typu zachowania nie pomogą też, jak mówił, surowe zakazy i kary. Nie działają zresztą obowiązujące dziś przepisy, według których osobę, lekkomyślnie narażającą się na niebezpieczeństwo, można obciążyć kosztami ewentualnej akcji ratunkowej. O wszystkim decyduje mentalność obywateli.

"To kwestia, którą socjologowie rozważają od dawna: do jakiego stopnia skuteczne są uregulowania prawne, a do jakiego stopnia skuteczna jest presja społeczna. Są kwestie, które można regulować prawnie i są kwestie, które może uregulować jedynie społecznie. I te społeczne regulacje są często silniejsze niż regulacje prawne. Jako przykład można podać normy dotyczące zachowań seksualnych. Tutaj prawie nie ma uregulowań prawnych, ale normy społeczne są bardzo wyśrubowane" - powiedział socjolog.

Socjolodzy też, jak wyjaśnił, wiedzą że o ile norma społeczna bez uregulowań prawnych działa, o tyle żadne prawo bez odpowiedniego nastawienia społeczeństwa, skuteczne nie będzie.

"Prawo nieosadzone w obyczaju, w przekonaniach, w systemie wartości i w przyzwyczajeniach życia codziennego po prostu działa w próżni. Nie można przy każdym obywatelu postawić policjanta, żeby pilnował przestrzegania prawa, to musi wynikać z przekonań ludzi o zasadności tego prawa" - podkreślił dr Wenzel.

Dodał, że chociaż w każdym społeczeństwie są mniej i bardziej subordynowane jednostki, to jednak widać różnicę w zachowaniach między Polakami a narodami o wyższym stopniu identyfikacji z instytucjami publicznymi. "Osoby, które wracają np. ze Szwecji lub z Niemiec, zwracają uwagę na to, że w tych krajach generalnie przestrzega się reguł. Np. ludzie spełniają prośbę o zachowanie ciszy nocnej, a jeśli sąsiedzi usłyszą, że ktoś hałasuje, wzywają policję. Po prostu tam tego typu zalecenia traktowane są poważnie. U nas musi minąć trochę czasu, zanim tak będzie. Na razie odreagowujemy lata opresyjnych rządów" - powiedział.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama