Nowy numer 24/2021 Archiwum

Józef nie ma czasu na melancholię

O zabawach w księdza, dorastaniu w cieniu Hitlera i braterskiej przyjaźni z ks. Georgiem Ratzingerem rozmawia Przemysław Kucharczak

Ks. Georg Ratzinger: – Z daleka do mnie przyjechaliście?

Przemysław Kucharczak: Z Katowic.
– Aż z Katowic? Pieronie!

O! Skąd Ksiądz zna nasze słowo „pieronie”?
– Znam, bo w czasie wojny byłem w niemieckim wojsku we Włoszech. Miałem tam wielu kolegów z Górnego Śląska. No to jakie macie do mnie pytania?

Czy trudno jest być bratem papieża? Księdza życie zmieniło się na lepsze czy gorsze?
– Wielu zmian już doświadczyłem. Nie za bardzo na przykład lubię, że przychodzą dziennikarze i wszystko chcą wiedzieć.

No tak, ale my przecież jesteśmy sympatyczni?
– Wy tak.

Jest Ksiądz o trzy lata starszy od Benedykta XVI. Czy brat szuka czasem u Księdza jakiegoś wsparcia w rozterkach, trudnościach?
– Oczywiście, czasem szuka u mnie jakiejś porady. Ale to, że jestem starszy, nie ma znaczenia. Sprawy, o które się radzi, dotyczą jakichś rzeczy praktycznych, spraw codziennego życia.

Na przykład?
– Nie przypominam sobie jakiejś konkretnej rozmowy. Rozmawiamy ze sobą telefonicznie.

Jest Ksiądz dyskretny... Interesuje nas też Wasze wspólne dorastanie. W co bawił się Ksiądz z przyszłym papieżem?
– Bawiliśmy się między innymi w chowanego, na przykład w zakamarkach naszego starego domu w Traunstein. Miejsce zamieszkania zmienialiśmy w dzieciństwie kilka razy, ale z domem w Traunstein byliśmy związani najdłużej. Należał on do naszych rodziców przez 19 lat. A i później co roku po Bożym Narodzeniu jeździliśmy tam na wycieczki. Teraz już tam nie jeździmy, bo Józef został papieżem, a ja nie mam już dość siły na takie podróże. Mam chore oczy, nie mogę ich długo mieć otwartych.

Byliście urwisami? Uprawia-liście zapasy albo biliście się w czasie zabaw?
– Może tylko parę razy. Dość szybko zauważyłem, że jestem dużo silniejszy od Józefa. I właśnie dlatego doszedłem do wniosku, że bicie się nie jest dla nas dobrą zabawą. Obaj nie mieliśmy zresztą żadnego talentu do zabaw sportowych. Choć w szkole graliśmy z kolegami w piłkę ręczną albo piłkę nożną. Zdarzało się nam pokłócić, jak w każdym rodzeństwie, ale byliśmy ze sobą ogromnie zżyci. Było nam z bratem i naszą starszą siostrą Marią wesoło, zawsze dobrze się ze sobą czuliśmy.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama