Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nowosielsko, anielsko

Jako dziewiętnastolatek przeżył trzęsienie ziemi: zetknął się z ikoną. Odtąd przez całe życie uciekał od niej i z tęsknotą powracał. Jerzy Nowosielski, jeden z największych malarzy religijnych świata, zmarł 21 lutego br. w Krakowie.

I
Nowosielski: Na początku było spotkanie i doświadczenie. Przeżycie działania ikony. To było coś wstrząsającego, coś, czego się nie zapomina. Miałem wtedy 19 lat. Zaczęło się jak u Hitchcocka. Od trzęsienia ziemi. Urodzony w 1923 roku w Krakowie nastolatek Jerzy Nowosielski ruszył na pielgrzymkę do Ławry w Poczajowie. Ja, malarz polski, duchowo narodziłem się w Ławrze Poczajowskiej – opowiadał po latach. Wkrótce potem znalazł się we lwowskim Muzeum Ukraińskim z bogatą kolekcją ikon. Kręciło mi się w głowie, brakowało tchu w piersiach, nogi odmawiały posłuszeństwa, nie byłem w stanie przejść z jednej sali do drugiej – wspominał. Wszystko, co później w ciągu życia realizowałem w malarstwie, było, choćby nawet pozornie stanowiło odejście, określone tym pierwszym zetknięciem się z ikonami. Jak ogromnym doświadczeniem musiało być to dotknięcie ikony, skoro młodziutki Nowosielski wstąpił do monasteru św. Jana Chrzciciela pod Lwowem? Malował ikony, spędzał długie godziny w muzeum. Zachorował, nie został mnichem. Wybuchła wojna.

II
Nowosielski: Potem odszedłem. Wpadłem w wir innego malarstwa, innych pokus artystycznych. Straciłem wiarę religijną, a więc straciłem istotną, zasadniczą motywację do interesowania się ikoną. Stałem się całkowicie „świeckim” malarzem, miotającym się między różnymi możliwościami i propozycjami tzw. nowoczesności. A jednak na dnie mojej podświadomości artystycznej było przekonanie, że „nowoczesnym malarzem” naprawdę się nie stałem. Nie potrafiłem. W czasie wojny zaczął współpracować z Grupą Młodych Plastyków skupioną wokół Tadeusza Kantora. To z nimi przygotował swą pierwszą wystawę. Rozpoczął też studia na krakowskiej ASP, ale niebawem z nich zrezygnował. Na uczelnię powrócił w latach 60. Został wykładowcą, a od roku 1984 profesorem.

III
Nowosielski: W tym stanie pewnej niepewności, co ja w sztuce właściwie robię, zacząłem szukać metafizycznych korzeni malarstwa. Wtedy narodziło się moje tzw. malarstwo abstrakcyjne. To wtedy zacząłem malować trójkąty, wyobrażając sobie, że tym sposobem o czymś naprawdę opowiadam i coś wyrażam. Dziewczyny, które wtedy malowałem czy rysowałem, były nagie, ale były spokojne, były wyraźne. Były czyste. To był rok 1950–1952. Ale też wtedy wróciłem do doświadczenia ikony. Wydawało mi się wtedy, że właśnie to doświadczenie rozwiąże wszystkie moje trudności i rozdarcia. A proszę pamiętać, że w tym czasie byłem jeszcze człowiekiem „niewierzącym”. Byłem „doskonałym” ateistą, nie wierzyłem w nic. Nic poza materią. Przyszedł wreszcie moment, kiedy odzyskałem „wiarę”. Nie była to ta sama wiara, którą odziedziczyłem po rodzicach. Raczej zupełnie inna. Był to moment mojego powtórnego „wejścia” do Kościoła. Do Kościoła prawosławnego.
« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także