Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kino z Rosji

"Okrucieństwo", "Spadkobiercy cara" i "Shultes" – te trzy rosyjskie filmy weszły lub wkrótce wchodzą na nasze ekrany. Dlaczego warto je obejrzeć?

To filmy bardzo różnorodne gatunkowo. Przedstawiają wycinki współczesnej rzeczywistości, obrazując duchową kondycję rosyjskiego społeczeństwa. Pokazują ludzi zagubionych, którzy na własną rękę szukają jakiegoś moralnego drogowskazu i oparcia w świecie zdominowanym przez dążenie do sukcesu, gdzie liczy się wyłącznie status materialny. Nie jest to z pewnością obraz optymistyczny. Przynajmniej dwa z tych filmów niosą jednak pierwiastek nadziei.

Granice okrucieństwa
W realizację „Okrucieństwa” Mariny Liubakowej zaangażował się Paweł Łungin, autor znakomitej „Wyspy”. Został producentem filmu, sprawował też kierownictwo artystyczne nad produkcją debiutującej w fabule dokumentalistki. Bohaterkami filmu są dwie kobiety, Zoja i Wiki. Wiki to obrażona na cały świat nastolatka. Mieszka z matką i siostrą, ale stosunki między nimi nie układają się najlepiej.

Nie ma przyjaciół wśród rówieśników, nie uczy się ani nie pracuje, a od chwili, kiedy zabrała aparat fotograficzny swojemu chłopakowi, który z nią zerwał, ogarnęła ją pasja fotografowania. Fotografuje wszystko, aż pewnego razu rejestruje spotkanie Zoi i mężczyzny, który, jak się okazuje, ma rodzinę i zdradza żonę. Wiki próbuje szantażować niewiernego męża. Ten nasyła na nią gangsterów, ale jednocześnie zrywa z kochanką. Ogarnięta żądzą zemsty nastolatka zaprzyjaźnia się z porzuconą kobietą i namawia ją, by wspólnie zemściły się na mężczyźnie.

Zoja jest zupełnym przeciwieństwem Wiki. Jest wykształcona, ma dobrze płatną pracę i piękne mieszkanie, czyli to wszystko, czego nie ma Wiki. Ulega jednak jej namowom i dokonują zemsty. Z biegiem czasu wpływ Wiki na nieśmiałą, pełną wahań do tej pory kobietę jest coraz większy. Razem dokonują coraz to nowych „wyczynów”, aż do zaskakującego momentu prawdy. Ostatnie, wstrząsające sceny filmu są dla widza całkowitą niespodzianką. Okrucieństwo, o którym mowa w tytule, nie tkwi w obrazie, ale w jego wymowie. Obraz młodego pokolenia, a także jego stosunku do pokolenia rodziców w tym filmie jest bezkompromisowy i pozbawiony jakichkolwiek upiększeń.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także