GN 42/2020 Archiwum

Paddy już nie jest do wzięcia

Idol nastolatek zamknął się za murami klasztoru. Jeśli wychodzi na scenę, to tylko po to, by zaśpiewać o Maryi. Odbiło mu?

Lato 2008. Trwa festiwal młodych w Medjugorie. Na skąpaną w słońcu scenę wychodzi uśmiechnięty, krótko ostrzyżony chłopak w skromnym zakonnym habicie. Sporo ludzi przeciera oczy ze zdumienia: To przecież Paddy ze słynnego Kelly Family!

Histeria i historia
Wieczór 30 kwietnia 1997 r. Pod katowickim Spodkiem koczuje tłum małolat. Może spotkają członków zespołu? A może nawet samego Paddy’ego? 24 godziny później Spodek pęka w szwach. Ponad 8 tys. fanów czeka na występ Irlandczyków. Gdy długowłosy Paddy wychodzi na scenę, towarzyszy mu jeden wielki pisk. To on jest największą gwiazdą zespołu. Przyszedł na świat jako dziesiąte dziecko 5 grudnia 1977 r., w wozie mieszkalnym w Dublinie. Akuszerka nie zdążyła na czas i poród odebrał ojciec. Paddy był niezłym łobuziakiem. Był stałym gościem szpitali. A to zwichnięta noga, a to rana po upadku z roweru... Gdy miał 5 lat, zmarła mu matka. Chłopak załamał się.

Do dziś w Internecie można zobaczyć koncert, w czasie którego Paddy jako brzdąc śpiewa hymn „Amazing Grace”. Nie potrafi go skończyć, bo w połowie piosenki łamie mu się głos i wybucha płaczem. Ta piosenka kojarzyła mu się nierozerwalnie z mamą. W połowie lat 90. rodzinny zespół jest coraz bardziej rozpoznawalny na muzycznym rynku. Nagrany w 1994 r. album „Over the hump” przynosi Kelly Family niebywały sukces. Kupiło go aż 4,5 mln ludzi. Zespół gra nawet 200 koncertów rocznie. Kathy, John, Patricia, Jimmy, Joey, Barby, Paddy, Maite i Angelo są nieustannie w trasie. Fani szczelnie wypełniają europejskie stadiony. Sam Paddy nie tylko śpiewa. Gra na gitarze, flecie, perkusji i pianinie. Komponuje. To jego przebój „An Angel” przynosi grupie największą sławę.

Dławię się coca-colą
Presja bycia na topie jest tak potężna, że chłopak w 2000 roku przeżywa załamanie nerwowe. Śpiewająca rodzina zawiesza koncertową działalność. – Wiodło nam się świetnie, mieszkaliśmy w zamku i odnosiliśmy wiele sukcesów. Materialnie miałem wszystko, czego tylko zapragnąłem. Czułem jednak, że czegoś mi brakuje – opowiada. „Szukam złota, lecz nie mogę go znaleźć w tym, co robię – śpiewa. – Znalazłem wprawdzie sposób na to, aby sobie radzić, i teraz opływam w sławę. Czuję jednak w moich kościach, że nie pozostanę tu długo. Bo dławię się coca-colą”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także