Nowy numer 48/2020 Archiwum

Zagraj bluesa, Wielebny

To nie jest muzyka dla grzecznych dzieci, a jednak w jej melodii słychać wyraźnie dźwięki Dobrej Nowiny.

Ostrzeszów dawno rozpłynął się w mroku jesiennego wieczoru. Zagłębiamy się w coraz węższe zakamarki kompleksu magazynów. Nie możemy stracić z oczu prowadzącego nas w ten minilabirynt samochodu ks. Arkadiusza Wieczorka. Ten człowiek stworzył od podstaw kapelę Wielebny Blues Band. Sam jest jak ucieleśnienie bluesa. Spotykają się w nim dysonanse, których współbrzmienie tworzy niezwykłą harmonię. Śpiewa, gra na gitarze, z potrzeby serca pisze teksty i komponuje do nich melodie. Jego długie jasne włosy i koloratka z pozoru nie pasują do siebie, ale z domieszką spontaniczności i dystansu wobec własnej osoby „brzmią” idealnie. Auto księdza zatrzymuje się na ciemnym parkingu. Jesteśmy na miejscu – przed wytwórnią... papieru toaletowego. Robi się coraz ciekawiej...

Potrzeba matką wynalazków
Historia zespołu sięga roku 1997. – W parafii św. Pawła w Ostrowie Wielkopolskim, w której wtedy pracowałem, organizowałem spotkania dla młodzieży – opowiada ks. Arkadiusz – „Wielebny”. – Zawsze zapraszałem na nie jakiś zespół, aż w pewnym momencie zabrakło pomysłów i z kilkoma znajomymi stwierdziliśmy, że może sami byśmy zagrali – wspomina. Grupa, która wtedy powstała, miała zupełnie inny skład i nazywała się Wielebny Blues. Od 2005 r. zespół tworzą: gitarzysta Jerzy „Jurand” Bojszczak, klawiszowiec i harmonijkarz zarazem Piotr „Piotruś” Mamczak, basista Jarosław „Jareta” Bury i perkusista Artur „Obal” Obalski. Raz w tygodniu spotykają się w niewielkim pomieszczeniu w sąsiedztwie wielkich rolek papieru, by dopieszczać swoją muzykę. Liderem i filarem grupy jest „Wielebny”. Nie tylko pisze teksty, ale również komponuje melodie do swoich piosenek. – Tak przygotowany utwór przynosi na próbę, a potem to już jest burza mózgów – tłumaczy Piotr Mamczak. Zespół wspólnie pracuje nad aranżacją utworów.

Członkowie zespołu Wielebny Blues Band mają za sobą najróżniejsze historie i muzyczne doświadczenia. „Jurand” mocno podkreśla swoje korzenie jazzowe. Piotr Mamczak zawsze marzył o akordeonie. Zamiast tego dostał od rodziców harmonijkę ustną. Potem jego muzyczne pasje zeszły w kierunku hard rocka. Na harmonijce zupełnie nie mógł się realizować w tym gatunku, więc zajął się instrumentami klawiszowymi. To z kolei spowodowało, że zainteresowała go muzyka klasyczna. Po długiej przerwie wrócił do gatunków rozrywkowych i teraz chętnie w WBB używa brzmień organowych. – Mam najwięcej instrumentów ze wszystkich członków kapeli – chwali się Pio-truś. Kolekcja jego harmonijek zajmuje już... pół wiadra. Czasami na koncertach używa też gwizdka, który podobno zabrał swoim dzieciom z jajka niespodzianki.
„Jareta” swoje umiejętności początkowo doskonalił na… weselach. Potem zaczął grywać w kapelach bluesowych, m.in. z Andrzejem Jerzykiem przez dwa lata grał w grupie Blues Forever. Mówi, że jest ostatnim z żyjących ekspertów w kwestii bumbulatorów do przyczłapów, ale konia z rzędem temu, kto ustali, co to jest. Mnie się nie udało. „Obal” zaczynał swoją muzyczną edukację w szkole muzycznej, grając na gitarze i fortepianie. Przygodę z perkusją rozpoczął w wojsku. W jednostce, do której trafił, istniał zespół, ale miał już gitarzystę i pianistę. Dowódca stwierdził, że „Obal” może grać na bębnach, bo perkusista nie musi dużo umieć. Tą zasadą kieruje się do dziś.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama