GN 47/2020 Archiwum

Zbrodnia i odkupienie

Filmy rosyjskie rzadko goszczą w polskich kinach. Dlatego warto zwrócić uwagę na „Wyspę”, która właśnie trafiła na ekrany.

Okazuje się, że mimo komercjalizacji w Rosji powstają filmy nawiązujące do najlepszych dokonań Andrzeja Tarkowskiego czy Łarisy Szepitko, autorki znakomitego „Wniebowstąpienia”. Chociaż osadzone w rosyjskiej czy radzieckiej jeszcze rzeczywistości, dotykają problemów uniwersalnych. Stąd wziął się sukces „Powrotu” Zwiagincewa i „Ojca” Iwana Sołowowa.

Żywot ojca Anatolija
„Wyspa” Pawła Łungina bezpośrednio dotyka problemów wiary, to film religijny. I co ważne – film znakomicie zrobiony. Akcja rozgrywa się w latach 70. w Związku Radzieckim, ale w prologu powraca do wydarzenia z czasów II wojny światowej. Barka z węglem zostaje zatrzymana przez niemiecki kuter, a jego załoga trafia w ręce Niemców. Dowódca kutra zmusza Anatolija, jednego z marynarzy, do zabicia swojego przełożonego. Anatolij strzela do towarzysza, by ocalić życie. Po zatonięciu barki trafia na wysepkę zamieszkaną przez mnichów, którzy się nim opiekują. Kiedy wraca do zdrowia, postanawia pozo-stać w klasztorze na zawsze. Po tym krótkim wstępie przenosimy się z lata 70. W klasztorze zgodnie w wielowiekową tradycją dalej żyją mnisi, a wśród ojciec Anatolij. Pracuje w klasztornej kotłowni i modli się o zmiłowanie. Niektórzy z zakonników ze względu na jego ekscentryczne zachowanie uważają go za szaleńca. Nie przestrzega reguły, zawsze się spóźnia, a nawet pije z gośćmi herbatę, do tego słodzoną. Ojciec Anatolij cieszy się natomiast ogromnym autorytetem wśród odwiedzających położony na krańcu świata klasztor. Przyjeżdżają tu właśnie dla niego. Szukają pomocy duchowej i uzdrowienia. Jak dziewczyna, która zastanawia się nad usunięciem ciąży.

Bóg jest. To oczywiste!
Film Łungina nie jest filmem o poszukiwaniu wiary w zgiełku współczesnego świata. Anatolij i inni bohaterowie „Wyspy” wiedzą, że Bóg jest. To raczej film o tym, co daje nam wiara i gdzie szukać rozwiązania naszych problemów. Nie ma wątpliwości, że Anatolij, ten „święty starzec”, popełnił zbrodnię. Pod koniec filmu staje twarzą w twarz ze swoją ofiarą. Za to, co zrobił, pokutuje przez resztę życia, pokonując długą drogę do przebaczenia, możliwą tylko dzięki wierze. W roli ojca Anatolija wystąpił Piotr Mamonow. To bardzo ciekawa postać. Urodzony w 1951 roku Mamonow jest aktorem, piosenkarzem, cieszył się uznaniem jako lider i autor tekstów kultowego zespołu rockowego „Zwuki Mu”. Był jednym z nielicznych muzyków rockowych z byłego ZSRR, który zyskał uznanie za granicą, gdzie pod koniec lat 80. współpracował m.in. z Brianem Eno. W latach 90. nawrócił się na prawosławie i zrezygnował z muzyki rockowej. Od 10 lat mieszka na wsi, 55 km od Moskwy. W 2004 r. wrócił do filmu. Występuje też w wystawianych przez siebie jednoosobowych sztukach. – Razem na Morzu Białym doświadczyliśmy pewnego rodzaju wyjątkowego przeżycia – mówił reżyser Paweł Łungin, wspominając współpracę z Mamonowem na planie. – Piotr Mamonow mówił później, że zmienił się po odegraniu swojej roli w filmie i że poczuł oświeconą ciszę. Jego teatralne występy bywają bardzo skrajne, ale on sam jest człowiekiem oddanym Kościołowi i głęboko wierzącym.

Wyspa - reż. Paweł Łungin, wyk.: Piotr Mamonow, Viktor Sukhorukov, Dmitri Dyuzhev, Yuri Kuznetsov; Rosja 2006

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także