GN 43/2020 Archiwum

Festiwal nadziei

Arcydzieła nie było, ale poziom filmów prezentowanych na 32. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych był zaskakująco wysoki.

Tylko w stosunku do kilku spośród 22 obrazów, które znalazły się w festiwalowym kon- kursie, można mieć wątpliwości, czy ich obejrzenie nie było stratą czasu. Najbardziej oczekiwany w tym roku polski film „Katyń” Andrzeja Wajdy otwierał uroczystość festiwalu, ale został pokazany poza konkursem. „Sztuczki”, drugi fabularny film Andrzeja Jakimowskiego, z pewnością na Złote Lwy, najważniejszą nagrodę festiwalu, zasłużyły. Miał jednak groźną konkurencję.

Wzruszenie i humor
Po pokazie „Pora umierać” Doroty Kędzierzawskiej stało się oczywiste, że nagroda za najlepszą rolę kobiecą powinna trafić do rąk Danuty Szaflarskiej, co też się stało. Jednak jury nie dostrzegło innych walorów tego znakomitego filmu. Błąd jurorów naprawili dziennikarze, którzy nagrodzili film swoją nagrodą. Wbrew tytułowi, film Kędzierzawskiej jest przede wszystkim filmem o życiu, o zmaganiu się z problemami. I nie jest filmem smutnym. To opowieść o starej kobiecie, której pod koniec życia udaje się odzyskać swój rodzinny dom. Do tej pory musiała go dzielić z zakwaterowanymi tam kiedyś lokatorami. Teraz, kiedy została sama, ma nadzieję, że zamieszka w nim także syn z rodziną. Ale jak to bywa – nic nie jest proste, a życie lubi sprawiać nam niespodzianki.

Nie zawsze przyjemne. Film Kędzierzawskiej to właściwie monolog głównej bohaterki, uroczej i dowcipnej starszej pani, w którym teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Monolog skierowany do jej psa. Gdyby w czasie festiwalu przyznawano nagrody dla grających w filmach zwierząt, niewątpliwie należałaby się psu z tego filmu. „Pora umierać” wzrusza i bawi, ogląda się go znakomicie.

Nadzieją polskiego kina Andrzej Jakimowski został cztery lata temu, kiedy zadebiutował filmem „Zmruż oczy”. „Sztuczki” potwierdziły, że Jakimowski konsekwentnie podąża swoją drogą. Chociaż tematycznie nie mają nic wspólnego z poprzednim filmem, prezentują podobny stosunek reżysera do swoich bohaterów i świata, w którym żyją. Jest to świat ciepły i pełen uroku. Bohaterami są ośmioletni Stefek i jego nastoletnia siostra. Pewnego dnia na dworcu spotykają swego ojca, który porzucił rodzinę, kiedy urodził się Stefek. Teraz chłopak marzy, by ojciec wrócił do domu. Stara się spowodować ciąg zdarzeń, które w konsekwencji mają do tego doprowadzić. Prowokuje grę z losem. Film osadzony w konkretnej rzeczywistości Wałbrzycha ma w sobie jednocześnie coś niezwykłego, coś co sprawia, że realność nabiera cech magicznych. Film wywołuje łzy wzruszenia, ale nie brakuje też w nim humoru.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także