Nowy numer 47/2020 Archiwum

Cristiana i jej spódnica

Kiedy Cristiana Ferreira z Pavoa de Varzim wkłada strój portugalskiej wieśniaczki z dystryktu Porto, czuje, że przenosi się w czasie. – Tak musiała wyglądać moja babcia – mówi.

Niebieska lniana spódnica z wystrzępionymi brzegami, którą nosi 14-letnia Cristiana, należała do matki Joaquima Costy, założyciela „Rancho Folclorico Infantil e Juvenil de Balasar – dziecięcego zespołu regionalnego gminy Balasar w Portugalii. Jest dla niego bezcenna, jak skarb z przeszłości. Znalazł ją w szafie z innymi ubraniami, które nosiła. Część przekazał dziewczętom z zespołu, z części zrobił małe muzeum. Właśnie z tą spódnicą, białą bluzką, chusteczką, kryjącą kruczoczarne włosy portugalskich dziewcząt, i koszykiem wykładanym białym płótnem Cristiana przyjechała do Nowego Sącza. Na estradzie jest ubrana zwyczajnie – jak portańska wieśniaczka. Zwyczajnie też się uśmiecha i opowiada, że do zespołu należy od 6 lat i czuje się tam jak w rodzinie. Że, jak inne nastolatki, lubi mecze i siedzi przed komputerem, ale po zajęciach w szkole, zamiast iść na dyskotekę, woli w domu potańczyć i pośpiewać, tak jak robili jej przodkowie. Mieszka pod górami Sierra d’Estrela. 30 km od jej 30-tysięcznego miasteczka wznosi się szczyt Dobry Jezus. W Portugalii tylko w tych górach pada śnieg.

Pomysł Mościckiego
Takie jak Cristiana dzieciaki z całego świata od 15 lat zaprasza do Nowego Sącza Antoni Malczak – dyrektor Małopolskiego Centrum Kultury. Były tu już zespoły dziecięce z 52 krajów. Z miejsc tak odległych jak Brazylia, Argentyna, Indie, Paragwaj, Chiny, Korea. – Przed wojną prezydent Ignacy Mościcki w ramach „ochrony swojszczyzny” wymyślił Święto Gór, które odbywało się w Wiśle, Zakopanem, Nowym Sączu – opowiada dyrektor. – To była inspiracja dla Tygodnia Kultury Beskidzkiej i festiwali w Żywcu i Zakopanem. Mnie udało się je reaktywować dopiero w 1992 roku.

Malczak pochodzi z podsądeckiej wsi i w dzieciństwie wstydził się gwary, bo tępili ją nauczyciele. Musiał dojrzeć do tego, że jej znajomość ułatwia zrozumienie tożsamości. A na „Święto Dzieci Gór” zaprasza właśnie najmłodszych, bo wierzy, że kiedy oni poznają swoje obyczaje, tradycja nie zniknie. – Na Zachodzie zabrakło takiej pielęgnacji pieśni, strojów, zwyczajów i przed kilkunastu laty specjaliści musieli zacząć wszystko rekonstruować – mówi. „Majeranki”, zespół z Rabki Zdroju, przekazuje swoim dzieciom tradycje jakby mimochodem. – Mamy na naszych próbach zwijają kwiaty do palm wielkanocnych albo pieką kołocze, a dzieci tańczą. Ojcowie hodują konie, to potem uczą chłopaków, jak w zaprzęgu jechać – wylicza jego szefowa – Dorota Majerczyk.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama