Nowy numer 2/2021 Archiwum

Niezgoda na nieczytanie

Młodzi ludzie skręcają w prawo, jak nigdy, po roku 1989. „Literacka lewica” wiedzie żywot niszowy.

Ten, kto interpretuje czy choćby czyta samodzielnie, za nic ma krzykliwe i bałamutne slogany, podrzucane przez wydawców, wzmacniane przez duże media, powtarzane do znudzenia, do zamordowania książki. Czytać to znaczy: chcieć się dowiedzieć, jak sprawy się mają, używać znaczy – z góry wiedzieć, o co chodzi, do jakiej parafii książka należy.

Problem polega na tym, iż Jakubowski zajmuje się społecznym, a precyzyjnie mówiąc – medialnym funkcjonowaniem literatury, nie zaś nią samą. W tym ujęciu – tym bardziej – nie ma miejsca na czytanie. Lektura ogranicza się do wertowania prasy wysokonakładowej (o kim napisano, a kogo zmilczano), śledzenia komunikatów o przyznaniu nagród i wyróżnień. Nie jest to lektura budująca – przekonuje Jakubowski – bo wynika z niej jasno, że trwa ofensywa „literackiej lewicy”, a „nasza” literatura nieprzerwanie znajduje się w głębokiej defensywie. Mnie akurat ten wymiar funkcjonowania literatury, jej żywot medialny przesadnie nie interesuje, ale rozumiem tych, których to podnieca.

Anarchia w odwrocie
Na koniec drobna, acz ważna sprawa. Gdyby Jarosław Jakubowski czytał nie tylko wysokonakładową prasę, ale i jakieś poważniejsze opracowania socjologiczne, np. dotyczące młodzieży lub stanu czytelnictwa, nigdy by nie sformułował zdania, które brzmi: „Najbardziej krytycznie nastawieni do rzeczywistości studenci stanowią podatny grunt dla idei głoszonych przez literacką lewicę”. Otóż we wszystkich raportach socjologów traktujących o preferencjach ideowych dzisiejszej młodzieży, a zwłaszcza studentów, można wyczytać coś dokładnie odwrotnego: postawy krytyczne, kontestacyjne czy anarchistyczne są w odwrocie, młodzi ludzie skręcają w prawo, jak nigdy, po roku 1989. Pal sześć ustalenia badaczy.

Wystarczy zdrowy rozsądek. Młodzież między 20. i 30. rokiem życia to w Polsce wielomilionowa armia. Jeśliby ta armia – co fałszywie głosi Jakubowski – uznała owe książki „lewicowe” za swoje lektury formacyjne, wzięła za książki bez mała kultowe, krakowska oficyna „Ha!art” stałaby się najbogatszym wydawnictwem w kraju. Tymczasem „literacka lewica” jak wiodła, tak wiedzie żywot niszowy; była i pozostaje kulturalnym undergroundem. Myśl o szkodliwości społecznej czy potencjale deprawacyjnym „literackiej lewicy” jest bardziej niż chybiona.

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama