GN 47/2020 Archiwum

Niezgoda na nieczytanie

Młodzi ludzie skręcają w prawo, jak nigdy, po roku 1989. „Literacka lewica” wiedzie żywot niszowy.

Z tekstu Jarosława Jakubowskiego („Bez prawej nogi” GN 2007, nr 23) nie dowiedziałem się, a chętnie bym się dowiedział, co właściwie decyduje o tym, że dzieło literackie mieści się w kręgu lewicowo-liberalnym lub konserwatywnym. Czy to kwestia sympatii ideowo- -politycznych, otwarcie wyrażanych przez pisarzy, jasnych deklaracji przez nich składanych? Chyba nie.

W naszym świecie literackim nie tylko brakuje pisarzy ideowców, nie mówiąc o pisarzach bojownikach, ale i literatów o wyrazistych poglądach politycznych można policzyć na palcach jednej ręki. A może o przynależności do danej opcji rozstrzyga zawartość tematyczna utworu, przesłanie w nim sformułowane? Byłoby to nawet dogodne kryterium, pod warunkiem że tzw. wymowę utworu można by w miarę precyzyjnie ustalić. Z tym jest jednak kłopot. I nie mam tu na myśli dzieł wybitnych, które stawiają wielki opór, których wieloznaczność jest jakoś szczególnie rozpasana.

Dramat zerwania
Aby nie być gołosłownym, odwołam się do dwóch skromnych objętościowo i myślowo powieści, napisanych przez autorów wymienionych w szkicu Jakubowskiego. Obie opowiastki – żeby była pełna jasność – uważam za słabe literacko. Pierwszą z nich jest „Ojciec odchodzi” (2006) Piotra Czerskiego, drugą „Ślad po mamie” (2007) Marty Dzido.

Otóż mam poważne wątpliwości, czy rzecz Czerskiego jest rzeczywiście powieścią – jak sugeruje Jakubowski – wymierzoną w polski katolicyzm, wypowiedzią prześmiewczą i obrazoburczą. Jeżeli ów utwór został przeczytany powierzchownie i jeśli – co gorsze – czytelnik zaufał głupawym notom, zamieszczonym na okładce, oraz równie niemądrej, nastawionej na wywołanie skandalu, kampanii promocyjnej, zorganizowanej przez wydawcę (Korporacja Ha!art), to po prostu dał się nabrać.

Możliwy jest przecież zupełnie inny scenariusz lekturowy. Kontury tego scenariusza zarysowałem w recenzji zatytułowanej „Jak trudno być ateistą”, opublikowanej w dniu premiery książki Czerskiego w „Gazecie Wyborczej”. Wydobyłem z powieści gdańskiego autora to, co bynajmniej nie jest w niej zaszyfrowane czy głęboko ukryte; to mianowicie, że opowieść „Ojciec odchodzi” przedstawia przejmujący dramat zerwania z katolickim dziedzictwem. Akurat bohater Czerskiego, jak żaden inny bohater młodej polskiej prozy, zastanawia się nad religijnością własną i swojego pokolenia, jest wyczulony na obłudę wiernych, namiętnie demaskuje hipokryzję, która dała o sobie znać w dniach żałoby po śmierci Papieża. Czy Czerski przyjął postawę lewicowo-liberalną? Czy głosi w swej książce pochwałę ateizmu? Sądzę, że jest dokładnie odwrotnie. Życiowy wybór, jakiego dokonał bohater „Ojca”, został przedstawiony jako porażka młodego, wrażliwego człowieka.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama