Nowy numer 48/2020 Archiwum

Piosenka nie w czarnej sukience

Do telewizyjnego programu „Idol” zgłosiło się 5 tysięcy chętnych. Na eliminacje przeglądów poezji śpiewanej przychodzi najwyżej 200. Te dysproporcje jednak o niczym nie świadczą. Polska „piosenka z tekstem” ma się dziś dobrze.

Ci, którzy ją wykonują, i ci, którzy lubią jej słuchać, używają określenia „piosenka z tekstem”. Bo właśnie tekst jest kluczem do jej interpretacji. Wszystko inne jest mu podporządkowane. Magda Krzywda – laureatka nagrody głównej zeszłorocznych olsztyńskich Spotkań Zamkowych „Śpiewajmy Poezję” – mówi, że używane dawniej określenie „poezja śpiewana” kojarzyło się jej z amatorstwem: – Stawała mi przed oczami taka scenka: jakiś koleś gra na gitarze, obok śpiewa dziewczyna w długiej kiecce. Wczuwają się w teksty i myślą, że to wystarczy. Dopiero życie ją nauczyło, że umiejętne zaśpiewanie wiersza to dla wykonawcy wyższa szkoła jazdy. I że można się w tym rozsmakować.

Płomień i peonie
Odkąd przed siedmioma laty Krzywda zaczęła śpiewać piosenki do utworów poetyckich, uważa, że dobra interpretacja tekstu wymaga szczególnego skupienia i umiejętności artysty. Trzeba też trafić na odpowiednio przygotowanego słuchacza. – Nie wystarczy trudny wiersz, żeby taka piosenka się udała – mówi mistrz gatunku Grzegorz Turnau. – Trzeba dodać mu skrzydeł muzyką i interpretacją. To nie getto dla grona wtajemniczonych melancholików, ale grupa wykonawców, która dba o publiczność jak o samego siebie. Stale stawia sobie wymagania, szuka wyrazu i skupia się na interpretowanym tekście.

– Zwracam uwagę wykonawcom, żeby myśleli o tym, co śpiewają, a nie pokazywali publiczności, jacy są piękni i jakie mają możliwości techniczne – podkreśla Jerzy Satanowski, kompozytor i reżyser.

– „Patrzysz na peonie, kiedyś byłaś ogniem” – śpiewając to, musisz spojrzeć na siebie odbitą w lustrze, zobaczyć, kim jesteś, a ty chcesz pokazać głos”, strofował mnie Satanowski podczas warsztatów muzycznych – przyznaje Magda Łowkiel, jedna z biorących udział w zmaganiach konkursowych Spotkań Zamkowych w Olsztynie. Przy okazji okazało się, że nie wszyscy jej słuchacze mogli zrozumieć poetycki tekst. „Co to jest peon?” – zapytała ją jakaś dziewczyna, nieznająca wspomnianych w piosence kwiatów – peonii.

– Piosenki popularne, śpiewane w innych językach, są tak długo piękne, jak długo ich nie rozumiemy. Kiedy poznamy ich banalną treść, odechciewa się ich słuchać – mówi Satanowski. – Każdy tekst literacki, który ma drugie dno, wymaga wysiłku. Dobrze, że mamy odbiorców, którzy chcą być zmuszani do myślenia – cieszy się 21-letnia Malwina Koteluk, śpiewająca Przyborę i Zauchę.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama