Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Ofelii, nad brzegiem

Wiosną 2006 roku stałem się jurorem VIII Konkursu Poetyckiego im. Adama Mickiewicza (organizator: III LO – Katowice).

Zaczęły do mnie docierać wiersze polskich nastolatków z Jaworzna, Częstochowy, Rybnika, Katowic, Dąbrowy Górniczej, Tychów, Sosnowca, Pszczyny… Ciekawa lektura, wielka radość, spory pożytek (dla mnie, ufam).

Pierwszą nagrodę przyznaliśmy Magdalenie Rechul. Napisała trzy modlitwy poetyckie. Myślę, że są one z tych modlitw, które Bóg szczególnie lubi: szczere, dotyczące istoty sprawy między Bogiem a człowiekiem. Najważniejszy z jej trzech wierszy przesłanych na konkurs nosił tytuł „Ofelia nad brzegiem”, i przepisuję go w całości, z drżeniem:

a jeśli po wodzie nie będzie pływał
nawet cień brzytwy?
będę mogła zamiast niej chwycić się
twojego imienia?
i nie będzie ci przeszkadzało
że nie złożyłam rąk?
a jeśli nie będę mogła skupić się
nabożnie
wysłuchasz?

nawet w ostatniej chwili?

a jeśli jednak postanowię umrzeć
pozwolisz?


Och, znam ten typ młodych kobiet, nadwrażliwych, myślących w ten sposób. Po dwudziestu latach akademickiej pracy (w Polsce, zwłaszcza w Polsce!) zjawisko nie jest trudne do namierzenia. Ale jest jednak w tym wierszu coś jeszcze, niezwyczajnego: jakiś naddatek ufności, tupetu i pokory zarazem, wszystkiego po trochu, prawda? Jakaś czułość, szczerość, twardość… Skąd dziewczyna przed maturą wie, że w życiu bywa tak, iż nawet cień brzytwy nie pływa w naszych wodach?

W każdym razie wstęp do wyboru konkursowych wierszy zakończyłem takimi oto trzema zdaniami: „Ofelio, nad brzegiem: możesz chwycić Jego imię zamiast brzytwy, jesteś wolna. Nie będzie Mu przeszkadzało, że nie masz złożonych rąk; wysłucha cię nawet w ostatniej chwili. Ale nie pozwoli ci umrzeć”. Taki jest nasz Bóg, jak wierzę.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji