Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Pogodny wojownik

Ks. Richard John Neuhaus stał na skrzyżowaniu dróg chrześcijaństwa i demokracji. Walczył o miejsce dla poglądów motywowanych religijnie w debacie publicznej. Przekonywał siłą argumentów i poczuciem humoru.

Rok po śmierci ks. Richarda Johna Neuhausa jego wkład do chrześcijańskiej myśli na temat publicznej odpowiedzialności wierzących wydaje się większy i bardziej znaczący niż w ciągu całego jego życia. Ma to prawdopodobnie związek z tym, że w roku 2009 nasiliła się w Europie i Ameryce Północnej presja na chrześcijan, aby wycofali się z „publicznego placu” („the public square” – określenie ukute przez Neuhausa w 1984 r.). Chodzi o atak różnych form tego, co Jan Paweł II określał mianem kultury śmierci. Wielkość autorytetu ks. Neuhausa sprawiła, że stał się on punktem odniesienia dyskusji nad wolnym i moralnie prawym społeczeństwem. Wielu innych myślicieli wnosiło wiele w tę dyskusję, ale jego autorytet pozostaje wyjątkowy.

Lubił się spierać
Ten były luterański pastor i obrońca praw obywatelskich, który stał się księdzem katolickim i „neokonserwatystą”, opublikował kilkanaście książek, setki artykułów i całą masę komentarzy na temat zagadnień związanych z budowaniem „religijnie zorientowanej filozofii społecznej dla amerykańskiego eksperymentu uporządkowanej wolności” (jak sam Neuhaus opisywał swoje dzieło). W swoich publikacjach powracał raz po raz do dwóch podstawowych twierdzeń, które stanowią serce jego intelektualnej spuścizny.

Pierwsze z tych twierdzeń mówi, że osądy moralne ukształtowane przez przekonania religijne powinny mieć zagwarantowane miejsce w debacie publicznej nad podstawową etyczną kwestią demokratycznych społeczeństw: „Jak mamy żyć razem?”. Neuhaus bronił prawdziwego pluralizmu w życiu publicznym, polemizując z sekularystami, którzy twierdzą, że tylko oni są właściwymi stróżami demokracji. Wykazywał, że zakazywanie ludziom głęboko religijnym prezentowania swoich przekonań w dyskusji o tym „jak-mamy-żyć-razem” jest niesprawiedliwym aktem wykluczenia i w rzeczywistości działaniem głęboko niedemokratycznym.

Polemizował z funkcjonalistami, którzy uważają, że liczy się tylko przestrzeganie demokratycznych procedur. Neuhaus podkreślał, że tylko prawi ludzie mogą żyć w wolności w taki sposób, żeby wolność nie stała się ich najgorszym wrogiem. Spierał się również z relatywistami, którzy twierdzą, że istnieje „moja prawda” i „twoja prawda”, ale na pewno nic takiego, co można by nazwać po prostu „prawdą”. Neuhaus powtarzał, że bez stałych i transcendentnych moralnych punktów odniesienia społeczeństwu grozi to, co Jan Paweł II nazwał w encyklice Centesimus annus „zakamuflowanym totalitaryzmem”, a kard. Józef Ratzinger w 2005 roku „dyktaturą relatywizmu”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji