Nowy numer 48/2020 Archiwum

Błogosławiony kryzys

Stan Kościoła w Polsce - Debata GN Według red. Nosowskiego, Kościół w Polsce nie przeżywa kryzysu w sensie socjologicznym, ale niepokoją zjawiska w jego wymiarze duchowym. Nosowski wskazuje na niebezpieczeństwo przekonania, że jesteśmy narodem wyjątkowym, więc nie trzeba niczego zmieniać.

Czy nasz Kościół przeżywa kryzys? – pyta redakcja „Gościa Niedzielnego”. Częstotliwość zadawania tego pytania w mediach już podpowiada pierwszą intuicję. Skoro wciąż mamy odpowiadać na pytanie o kryzys, to może jednak nie tylko dlatego, że ktoś chce złośliwie wykazać Kościołowi, iż nasza religijność jest do niczego i wkrótce wszystko się posypie, kościoły i seminaria opustoszeją, a figury święte przeniesiemy do muzeów?

Nie jestem oczywiście naiwny – wiem dobrze, że ludzie źle życzący Kościołowi istnieją i wiem, że są wpływowi. Ale czy z tego coś wynika dla uczciwej odpowiedzi na pytanie o kryzys Kościoła? A może to tak często pojawiające się, tak pulsujące w mediach pytanie o kryzys tak bardzo nie daje nam spokoju, bo sami nie znamy na nie dobrej odpowiedzi? Jestem z wykształcenia socjologiem i teologiem. Jednym okiem patrzę na to, co wymierne, drugim na to, co duchowe. Jako socjolog wiem, że kryzysu nie ma, ale jesteśmy niewątpliwie na zakręcie: pojawiające się tu i ówdzie pojedyncze dane o spadku niektórych wskaźników religijności mogą być zapowiedzią poważniejszego kryzysu, który może nadejść – ale też wcale nie musi.

Niebezpieczeństwo samozadowolenia
Jako człowiek wiary widzę jednak w Kościele także co innego, zjawisko bardzo niebezpieczne – przekonanie, że „jakoś to będzie” i wielki wysiłek wkładany w to, żeby odeprzeć jakiekolwiek myśli o kryzysie, żeby umocnić się w samozadowoleniu, żeby móc nadal czuć się narodem wyjątkowym i szczególnym, żeby niczego nie zmieniać, żeby krytykom zarzucać wyłącznie złą wolę, żeby winę za niższą frekwencję w kościołach przerzucać na kiepską pogodę, a za spadek liczby alumnów w seminariach – na kulturę antypowołaniową…

Mam wtedy ochotę odpowiedzieć przewrotnie: tak, jesteśmy w stanie kryzysu – i nie jest to stwierdzenie, którego trzeba się bać. Przeżywamy kryzys nie dlatego, że tak wskazują wyniki badań religijności czy też, że ktoś w mediach je tak (złośliwie lub nie) zinterpretował. Przeżywamy kryzys, bo wyraźnie nie wiemy, JAK być Kościołem w nowych czasach. Lękamy się, kiedy trzeba i nie trzeba – zamiast głosić Dobrą Nowinę w porę i nie w porę… Oburzamy się i potępiamy zło tego świata, odruchowo zwieramy szeregi, aby bronić własnej tożsamości zagrożonej przez wszystkie groźne ideologie współczesności – a nie dostrzegamy, że ta tożsamość najbardziej nadwerężana jest od środka, bo zło rodzi się wewnątrz człowieka.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama