Nowy numer 33/2018 Archiwum

Nie chciałem być biskupem

Jego pasją była i pozostaje teologia. Wbrew sobie został opolskim biskupem. Na 32 lata. Dla niego był to krzyż, dla innych dar. Abp Alfons Nossol to śląski oryginał, człowiek pojednanych różnorodności.

Abp Alfons Nossol - urodził się w Brożcu w 1932 r. na Opolszczyźnie w wielodzietnej rodzinie. Wyższe Seminarium Duchowne ukończył w Nysie. Święcenia kapłańskie przyjął 23.06.1957 r. w Opolu, biskupie 17.08.1977 r. Doktorat obronił w 1962 r., habilitowany w 1976, profesor zwyczajny nominowany w 1988. Sześciokrotny doktor honoris causa, laureat wielu nagród. Mianowany w 1999 r. tytularnym arcybiskupem. Jest ostatnim biskupem diecezjalnym z nominacji Pawła VI, który zakończył swoją posługę. Od niedawna szczęśliwy emeryt.

Za łaskę tego dnia Panu Bogu nie dziękuję – powiedział tuż po swoich święceniach biskupich w opolskiej katedrze, czym zdumiał kard. Wyszyńskiego i pewnie nie tylko jego. Decyzja papieża Pawła VI o nominacji na biskupa zastaje go w Moguncji podczas gościnnych wykładów. Ma 45 lat, 20 lat kapłaństwa, jest po habilitacji, wykłada na KUL-u i w seminarium w Nysie. Czuje się po ludzku spełniony, robi to, co kocha i na czym zna się bardzo dobrze – wykłada dogmatykę i ekumenizm. Ks. Nossol przekonuje kard. Wyszyńskiego, że biskupstwo nie będzie szczęściem ani dla niego samego, ani dla jego wspólnoty. Prymas argumentuje, że Opole potrzebuje na biskupa „swojego człowieka”, który zna problemy regionu i będzie umiał jednoczyć jego mieszkańców. Po długiej walce ks. Nossol poddaje się. Prosi tylko, by pozwolono mu dokończyć zajęcia w Moguncji, bo nie chce, by jego słuchacze stracili semestr. Studentkę, która poparzyła się wrzątkiem w akademiku, przepytuje w szpitalu. – Ja naprawdę nie chciałem być biskupem. Nie miałem i w pewnym sensie do dziś nie mam przekonania, że to jest rzeczywiście moje powołanie – wspomina po 30 latach. – Bycie biskupem jest dla mnie niezwykle trudne. Najtrudniejsze jest to, że muszę oceniać ludzi.

Biskup nie udziela audiencji
Biskup opolski zaczyna dzień od trzykrotnego wezwania „Veni, Sancte Spiritus”, potem piętnastominutowa gimnastyka (cierpi na dyskopatię). Najlepiej czuje się w swojej czarnej sutannie bez wszelkich kolorowych ozdób. Do południa przyjmuje interesantów, czasem i po obiedzie. Nigdy nie wyznaczał audiencji. Uważa, że biskup musi służyć, a to oznacza, że do biskupa ma prawo przyjść każdy ze swoją sprawą. Problem był tylko jeden: zastać biskupa w Opolu. Parę lat temu pojechałem do Opola, aby poprosić go o naukową konsultację tematu mojej pracy doktorskiej. Rozmawialiśmy 40 minut. Chciałem pisać o pewnym spornym punkcie, który pojawił się w dialogu katolicko-luterańskim. Największe zastrzeżenia ze strony katolickiej zgłaszał sam kard. Józef Ratzinger, sprawa więc była dość niebezpieczna. Abp Nossol podpowiadał mi, jak zabrać się do tego zagadnienia, żebym nie utonął.

Skądinąd wiedziałem, że przyjaźni się z obecnym papieżem. – A kiedy już przekonasz Józefa, że nie ma racji, to wyślemy mu twoją książkę z dedykacją – skwitował nasze spotkanie z uśmiechem. Pojednanie. To było największe wyzwanie dla opolskiego biskupa. Stało się lejtmotywem jego nauczania i działalności. Sporo Ślązaków po wojnie musiało opuścić rodzinne strony, na ich miejsce pojawili się repatrianci z dawnych Kresów Wschodnich, część rdzennej ludności pozostała (to był przypadek rodziny Nossolów).

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji