Nowy numer 43/2020 Archiwum

Bez bufonady

"Przystanek Jezus" powstał przed 10 laty jako akcja ewangelizacyjna, skierowana do uczestników festiwalu "Przystanek Woodstock", organizowanego przez Jerzego Owsiaka. Nie obyło się bez napięć, ale obie te imprezy współistnieją ze sobą. Ich tegoroczne edycje odbędą się na przełomie lipca i sierpnia.

Jarosław Dudała: „Przystanek Jezus” wyrósł przy organizowanym przez Jerzego Owsiaka festiwalu „Przystanek Woodstock”. Znajdzie się tam takich, co ćpają, piją i słuchają ostrej muzy. Nie czuje się Ksiądz wśród nich jakby… z innej bajki?
Ks. Artur Godnarski: – Nie, bo na co dzień mieszkam w domu z młodymi. To chroni mnie przed pewną alienacją.

Ksiądz pod jednym dachem z młodzieżą?
– Tak. To ewangelizacyjna Wspólnota św. Tymoteusza. Prowadzimy Młodzieżowe Centrum Formacji. Są też kościół rektoralny i wspólnota życia apostolskiego – ludzie, którzy nie mieszczą się w tradycyjnym modelu seminarium duchownego czy w zakonie, a czują powołanie do nowej ewangelizacji.

Ale młodzież z Woodstock to nie to samo co bracia i siostry ze wspólnoty...
– Na Woodstock też jestem otoczony braćmi i siostrami, ale takimi, którzy nie mieli często szansy i okazji, by spotkać Jezusa. I tyle. My, którzy jesteśmy wewnątrz Kościoła, myślimy i mówimy, że oni nie myślą pobożnie, że są tacy „nieuczesani”. To nie jest do końca tak. Bo dlaczego wolny seks? Dlaczego narkotyki? Dlaczego alkohol? Nie dlatego, że oni tego chcą, tylko dlatego, że oni nie widzą innego sensu i celu swojego życia. Albo traktują to na zasadzie zabawy, której skutki są tragiczne. Ile razy spotkałem ludzi, którzy mówili dokładnie tak jak św. Augustyn: „Dlaczego tak późno spotkałem Boga? Ilu żałuję rzeczy, które wydarzyły się w moim życiu!”. To są zdania z pola woodstockowego, wypowiedziane przez ludzi, którzy przez ewangelizatorów doświadczyli tam spotkania ze zmartwychwstałym Chrystusem. To są ludzie, którzy przewijają się potem przez dom naszej wspólnoty, bo są na przykład bezdomni.

Wie Ksiądz, co się z nim stało?
– Zamieszkał w naszym domu, skończył szkołę. Kiedy go spotkałem, jego środowisko nie dawało mu żadnych szans. Wcześniej umarła jego mama, umarł tata. We wspólnocie zyskał odwagę, żeby powiedzieć sobie: „Kurczę, chcę spróbować, zawalczę o to”. Albo Rafał. Znaleźliśmy go na śmietniku na Woodstock. Zamieszkał u nas. Miał trudny charakter, ale postanowił zmienić swoje życie na skutek codziennej modlitwy i spotkania z ludźmi, którzy nie tylko mówią o Bogu, ale próbują z Nim żyć na co dzień. Jego marzeniem życiowym było zostać… śmieciarzem. Dzisiaj mieszka w Irlandii. Jest śmieciarzem, ma z tego niezłe pieniądze. Ożenił się, urodziły im się bliźniaki.

Brzmi to bardzo optymistycznie. Ale czy nikt Księdza nigdy na Woodstock nie opluł, nie zaatakował?
– Wielu o to pyta. Ale ja ani razu nie spotkałem się tam z tym, żeby ktoś mnie opluł, zaatakował czy zwyzywał.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama