Nowy numer 23/2021 Archiwum

Ojcze czyj?

Z Janem Choroszym, twórcą zbioru "Ojcze nasz – nasz", rozmawia Piotr Sacha

Piotr Sacha: Czy literackie nawiązania do Modlitwy Pańskiej to polska specjalność?
Jan Choroszy: – Byłem zdumiony skalą tego zjawiska w literaturze polskiej. Nie sądziłem, że parafraz „Ojcze nasz” będzie aż tak wiele. Ale później zaskoczyło mnie coś jeszcze. Okazało się, że w literaturze europejskiej wcale nie jest ich mniej. Z badań nad tekstami anglosaksońskimi, starogermańskimi czy starofrancuskimi płynął wniosek, że wszędzie tam, gdzie pojawiało się chrześcijaństwo, występowały podobne procesy. Najpierw był przekład Modlitwy Pańskiej na język lokalny, następnie pojawiało się niewielkie opracowanie literackie, polegające na nadaniu jej formy wierszowej po to, żeby było łatwiej ją zapamiętać, potem powstawały większe teksty, a nawet poematy liczące kilka tysięcy wersów, aż wreszcie dochodziło do porzucenia sacrum w utworach satyrycznych czy okolicznościowych.

Które z odkryć było najważniejsze?
– Postanowiłem dotrzeć do rękopisu dwóch parafraz „Ojcze nasz” Wacława Potockiego, najwybitniejszego polskiego poety okresu baroku. Te teksty nigdy nie były drukowane. Bardzo ciekawa jest też pieśniowa parafraza ks. Dionizego Bączkowskiego z 1918 r., traktowana przez autora jako propozycja nowego hymnu narodowego.

Jak wiele treści niesie ze sobą krótki tekst pacierza?
– Każdy z autorów nawiązujących do słów tej modlitwy odwołuje się do tych samych fraz podstawowych. Jednocześnie stawia sobie pytanie, jak każda prośba odnosi się do jego sytuacji historycznej, do konkretnego doświadczenia życiowego. Na przykład w tekstach z okresu I wojny światowej pojawią się słowa: „przyjdź Królestwo Twoje”, co miało wtedy znaczyć: „niechaj odzyskamy niepodległość”. Z kolei w czasie II wojny światowej Modlitwa Pańska staje się tekstem problematycznym. Chodziło o prośbę: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Z myślą o odpuszczeniu winy okupantom wielu autorów nie potrafiło się pogodzić. Kolejnym przykładem są pacierze internowanych w stanie wojennym. Tu mocno eksponuje się przebaczenie, wyzbycie się nienawiści.

Czy przeszukał Pan Internet, łowiąc współczesne odniesienia do tej modlitwy?
– Sprawdziłem, jak internetowe wyszukiwarki reagują na hasło „Ojcze nasz” w kilku językach. Wyników było naprawdę sporo. Wiele wpisów, zwłaszcza satyrycznych, pojawia się na blogach. To swoisty internetowy folklor – anonimowy tekst wirtualnie krąży po całym świecie. Niedawno natrafiłem na modlitwę dziewczyny o dobrego męża, który ma „Złotych kart bez liku, czeków co niemiara”. Autorka lub autor prawdopodobnie nawet nie zdawali sobie sprawy, że podobne pacierze panieńskie powstawały już w XVI wieku, a może nawet wcześniej.

Czy to koniec Pańskich poszukiwań?
– To temat, który nie ma końca (śmiech). W którymś momencie musiałem jednak powiedzieć sobie: „dość!”, inaczej nigdy nie wydałbym tej książki. Zamknąłem więc zbiór na liczbie 499 tekstów, nie dokładając już pięćsetnego. Od tamtego momentu trafiłem na kilka ciekawych odniesień „ojczenaszowych”, tym samym chyba zacząłem pracę nad trzecim tomem. W polskiej literaturze nie zostało już wiele do odkrycia, ogrom interesującego materiału czeka natomiast w piśmiennictwie europejskim.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama