GN 48/2020 Archiwum

Otwierają niebo

Koncerty Dues Meus są tyglem szczerej modlitwy i profesjonalnie zaaranżowanej muzyki

Pisząc o Deus Meus, łamię podstawową dziennikarską zasadę: obiektywizm. Ale co tu zrobić? Ich muzyka towarzyszy mi od lat. Nie tylko zresztą mnie… – Moja żona twierdzi, że jestem gruboskórny, bo niczym się nie przejmuję – śmieje się Tomasz Zubilewicz, popularny prezenter pogody. – Gwarantuję, że pozytywny obraz świata wynika miedzy innymi z faktu, że słucham muzyki chrześcijańskiej. Bardzo często jest to zespół Deus Meus. Ale przygody z Deusami nie można skończyć na słuchaniu płyt. Konieczny jest udział w koncercie na żywo! To dopiero jest przeżycie, niczym chmura Cumulonimbus podczas wakacji!

Do szczecińskiego zespołu znakomicie pasuje okrzyk pracującego z chórem Marcina Pospieszalskiego: „Dziękujmy Bogu za to, że dał nam profesjonalistów!”. Śpiewali dużo wcześniej, zanim pojawił się Tymoteusz i Arka Noego. Przed jedenastu laty (my tu gadu, gadu, a tempus fugit…) pisałem do raczkującego pisma RUaH tekst o tym, „jak zespół Deus Meus chrzcił świecką muzykę”.
Piosenki młodego zespołu towarzyszyły wówczas spotkaniom muzyków chrześcijan w Ludźmierzu. Efektem była kaseta „Hej, Jezu”, która ku zaskoczeniu wydawców stała się prawdziwym hitem. Od początku opiekunem artystycznym i duchowym grupy jest dominikanin o. Andrzej Bujnowski. – W maju 1994 roku zabrałem na rekolekcje muzyków do podhalańskiego Ludźmierza grupę młodzieży. Chciałem, aby zobaczyli powstające środowisko młodych nawróconych jazzmanów i przez ich świadectwo przeżyli spotkanie z Chrystusem – opowiada o początkach grupy.

Zobaczyli. Zostali. Odtąd występowali na scenach z samą śmietanką polskich jazzmanów i rockmanów. – Kulenty, dlaczego Ty, znany jazzman, grasz tak chętnie z amatorskim chórem? – zapytałem prosto z mostu znakomitego saksofonistę. – Jak to, przecież to rodzina! – zdziwił się muzyk. Deus Meus to rzeczywiście rodzina. A śpiewanie jest jej wielką pasją. Michał Kulenty jest pełen podziwu: – Dziewczyny i chłopcy wstają w środku nocy, by dotrzeć ze Szczecina, czyli z końca świata na koncert. A poza tym są naprawdę skromni, woda sodowa nie uderza im do głowy. To, co robią, robią dla Boga... By zaśpiewać, nie zostawiają już kolokwiów, klasówek czy sesji egzaminacyjnych, ale wypisują karty urlopowe. I zostawiają na kilka dni rodziny. Mamy i tatusiowie z Deus Meus ruszają w Polskę...

Wyrośliśmy z muzyki liturgicznej – podkreśla dominikanin – i nią właśnie przepełnione są nasze próby i spotkania modlitewne. Słychać to było na znakomitej postnej płycie „Słońce nagle zgasło”. To najlepszy obok krążka Antoniny Krzysztof album wielkopostny nad Wisłą. Na płytach grupy usłyszymy przede wszystkim wpadające momentalnie w ucho nowoczesne brzmienia. – Trzeba odpowiedzieć na wyzwanie czasu. Nie można tkwić w latach osiemdziesiątych i twierdzić, że gra się nowoczesną muzykę. Trzeba wejść w erę sampli, loopów i hip-hopu – wyjaśnia o. Bujnowski. Słychać to na krążkach „Jahwe” czy ostatniej koncertowej „Trasie”. – To jakieś nowe wylanie Ducha. Jakiś nowy zapał, nowa energia – nie mógł się nadziwić gitarzysta Robert Cudzich stojący pod sceną, na której zespół promował swą płytę. Gdy chór śpiewał na Festiwalu Stróżów Poranka, chorzowski Teatr Rozrywki eksplodował. Koncerty szczecinian są tyglem szczerej modlitwy, żywiołu i profesjonalnie zaaranżowanej muzyki.

A sama nazwa? Deus Meus – po łacinie Mój Bóg. Kiedyś jeden z organizatorów pomylił się i napisał na plakacie „Dance Meus”. Może zasugerował się, że to zespół do tańca i do różańca? Tym razem nie będziemy tańczyć. Chór nagrał dla „Gościa” pełne tęsknoty liturgiczne pieśni na Adwent. Śpiewał przy akompaniamencie duduków Arama Arbaczjana. Instrument rodem spod potężnego Araratu jest symboliczny. To tu miała osiąść Arka Noego. Usłyszymy też kontrabas, cymbały i bębenek Marcina Pospieszalskiego i pastelowy flet Michała Kulentego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także