GN 43/2020 Archiwum

Piechotą na koniec świata

„Miejsca Święte” zapraszają do pielgrzymowania… pieszo. Przez całą Europę, na kraniec świata. Do świętego Jakuba. Do Santiago de Compostela.

Przyzwyczajeni do pielgrzymowania po Europie autobusami, zdążyliśmy zapomnieć, że można ją przemierzać także na własnych nogach. To nie żart. Jest w Europie szlak, a właściwie cała sieć szlaków, na którym można z bliska dotknąć tego, co zazwyczaj widzimy tylko z okien autobusu. Nazywa się Drogą św. Jakuba (Camino de Santiago). W średniowiecznej Europie był jednym z trzech, obok dróg do Ziemi Świętej i Rzymu, najważniejszych szlaków pielgrzymkowych. Po rewolucji francuskiej został nieco zapomniany. Od czasu, kiedy Jan Paweł II, przebywając w Santiago de Compostela w 1982 r., przypomniał o jego kulturotwórczej roli w dziejach Europy, przeżywa renesans. W wielu krajach przystąpiono do jego rekonstrukcji. W 1987 r. stał się pierwszym Europejskim Szlakiem Kulturowym, a w 1993 r. został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dziś, gdy jego odgałęzienia odbudowywane są także w Polsce, coraz łatwiej spełnić dawny wymóg, by pielgrzymowanie tym szlakiem rozpocząć od progu własnego domu.

Do Syna Gromu
W Santiago de Compostela według tradycji ma być pochowany jeden z Apostołów, św. Jakub Większy, brat Jana Ewangelisty. Wedle legendy, niedługo po zmartwychwstaniu Jezusa miał on prowadzić na Półwyspie Iberyjskim działalność ewangelizacyjną. Zrażony niepowodzeniami powrócił z towarzyszami do Ziemi Świętej. Tam, o czym wspominają Dzieje Apostolskie, z rozkazu Heroda Agrypy został ścięty. Jego uczniowie zabrali ciało i popłynęli do Hiszpanii. Przepłynęli Gibraltar i przedostali się na Atlantyk. Dopiero wtedy, przybywszy do przylądka Finisterre (od łacińskiego finis terrae – koniec ziemi), przenieśli szczątki świętego kilkadziesiąt kilometrów w głąb lądu i tam pochowali. Z czasem miejsce spoczynku św. Jakuba poszło w zapomnienie. Odkryte zostało 800 lat później dzięki widzeniu, jakie miał mieć pustelnik Pelagiusz. Kult świętego wzrósł, gdy – jak chce legenda – Apostoł ukazał się na białym koniu z mieczem w dłoni na czele wojsk króla Asturii Ramira I, walczących z Maurami w bitwie pod Clavijo w 844 r. Dodając żołnierzom otuchy, miał pomóc im odnieść zwycięstwo. Miejsce, na którym odkryto relikwie św. Jakuba (sanctus Iacobus), nazywano Polem Gwiazd (Campus Stellae), stąd dzisiejsza nazwa Santiago de Compostela.

Wiele dróg do wyboru
Pielgrzymujący dziś do Santiago ma do wyboru wiele różnych dróg. Większość decyduje się na przemierzenie jednego z kilku wariantów szlaku w samej Hiszpanii. Istnieją też szlaki we Francji, Szwajcarii, Krajach Beneluksu, Włoszech, Austrii, Niemczech i Czechach, a podróżowanie można rozłożyć na raty, przemierzając każdego roku jeden, mniejszy odcinek trasy. W 2005 r. otwarto pierwszy polski odcinek szlaku – z Jakubowa przez Grobowiec, Polkowice, Chocianów, Bolesławiec i Lubań do Zgorzelca. W kolejnych latach powstały nowe odcinki, a w planach jest przedłużenie szlaków aż do wschodnich i północnych granic Polski. Być może pielgrzymowanie do św. Jakuba, zbliżające do siebie ludzi różnych narodowości i kultur, pomoże zjednoczyć Europę, tak boleśnie doświadczoną nacjonalizmami? Może pozwoli spełnić pragnienie Jana Pawła Wielkiego wyrażone 26 lat temu w Santiago de Compostela: „Europo (…) odnajdź samą siebie! Bądź sobą! Odkryj swoje początki. Tchnij życie w swoje korzenie. (…) Możesz jeszcze być latarnią cywilizacji i bodźcem postępu dla świata. Inne kontynenty patrzą na Ciebie i spodziewają się po tobie tej samej odpowiedzi, jaką św. Jakub dał Chrystusowi: Mogę”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama