Nowy numer 49/2020 Archiwum

Duchowny, ale nie ksiądz

Tomasz Chmielewski z Torunia i Zbigniew Machnikowski z Gdyni to pierwsi diakoni stali w polskim Kościele.

Kim są diakoni stali? To duchowni, którzy nie są kapłanami. Nie mówi się więc do nich: „proszę księdza”, ale zwyczajnie per pan. Mogą mieć żony. Otrzymują święcenia diakonatu. Mogą potem głosić kazania, udzielać Komunii św., prowadzić pogrzeby, błogosławić nowe małżeństwa, odprawiać nabożeństwa, np. majowe, Drogę Krzyżową czy Różaniec. Nie mogą odprawiać Mszy św., spowiadać i udzielać sakramentu chorych. Nie noszą sutanny. Podczas Mszy i nabożeństw występują w dalmatykach przypominających ornaty z krótkimi rękawami. Można ich także zobaczyć w stule przewieszonej przez jedno ramię. Znany w starożytnym wczesnym Kościele diakonat jest prawie zanikł w V w., by faktycznie odrodzić się półtora tysiąca lat później, po Soborze Watykańskim II.

Stałych diakonów jest dziś na świecie 32 tys. Polski episkopat zdecydował się na wprowadzenie stałego diakonatu w 2004 r. Przygotowujący ich ośrodek znajduje się w Przysieku k. Torunia. Żeby zostać diakonem stałym, trzeba mieć co najmniej 35 lat, pięcioletni staż małżeński i zgodę żony. Jeżeli ktoś jest kawalerem, musi mieć skończone 25 lat i zobowiązać się, że przez całe życie pozostanie w celibacie. Kandydaci w momencie przyjęcia święceń muszą mieć też ukończone studia teologiczne na poziomie akademickim. Od diakonów stałych odróżnić należy diakonów przejściowych. Dla nich diakonat jest jedynie stopniem na drodze ku święceniom kapłańskim.

Nowy diakon, młody tata
Tomasz Chmielewski ma 38 lat. Jest katechetą i członkiem charyzmatycznej wspólnoty ewangelizacyjnej „Pieśń Nowa”. Ma żonę Izę, z którą po prawie 10 latach małżeństwa doczekał się kilka miesięcy temu córeczki Zosi. – Diakonat to dla mnie kontynuacja zaangażowania w Kościele – mówi Tomasz Chmielewski. Przyznaje, że kiedyś rozważał wstąpienie do kapucynów, ale nie zdecydował się na to. – Chciałem być z kobietą, mieć rodzinę – mówi jasno. Przygotowując się do diakonatu, brał udział w comiesięcznych weekendowych sesjach w ośrodku w Przysieku. Magisterium z teologii zdobył już wcześniej, więc nie musiał rozpoczynać studiów w tym kierunku. Jednak na zaproszenie rektora toruńskiego seminarium wraz z kandydatami do kapłaństwa uczył się głoszenia kazań, jadł z klerykami kolacje. Pół roku przed święceniami diakonatu został akolitą. To znaczy, że mógł odtąd udzielać Komunii. – Pamiętam, jak pierwszy raz stanąłem blisko ołtarza. Byłem tak zestresowany, że ksiądz mnie spytał: „Co się tak denerwujesz?”. Ja na to: „Nie mogę inaczej!” – opowiada.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama