Nowy numer 43/2020 Archiwum

Na kłopoty Papczyński

Nie szła mu nauka, wyleciał nawet ze szkoły, a później został cenionym nauczycielem. Chciał zreformować swój zakon, ale bracia okrzyknęli go wichrzycielem, a nawet wsadzili do więzienia. Nowy polski błogosławiony nie pasuje do łzawych, cukierkowych żywotów świętych.

Fale Dunajca zalewały maleńką łódkę. Górale zacisnęli dłonie na wiosłach. W łodzi skuliła się kobieta w widocznej ciąży. Była przerażona. Wśród wirów i wysokich fal zaczęła się gorliwie modlić. Błagała o ocalenie. Wzywała na pomoc Maryję i powierzała Jej życie swojego nienarodzonego dziecka. Oj, gdyby wiedziała, jakie to błogosławieństwo wyda owoce…

Ten przeklęty alfabet!
Janek urodził się 18 maja 1631 r. w Podegrodziu, starej sądeckiej wsi położonej na brzegu Dunajca. Często widział matkę z różańcem w dłoniach, pomagał jej też dekorować drewniane beskidzkie kapliczki. Gdy skończył się czas beztroskich zabaw i trzeba było posłać Jasia do szkoły, pojawił się problem. Chłopak w żaden sposób nie mógł przebrnąć przez elementarne nauki. Jego starszy brat Piotr uczył się wzorowo, dla Janka nauka alfabetu była koszmarem. Ojciec machnął ręką: Nie ma sensu posyłać go do szkoły. Niech uczy się lepiej fachu. I tak w przyszłości będzie kowalem jak ja. I posłał chłopaka na łąkę. Miał paść owce.

Janek czuł się upokorzony. Górale widywali go często, jak siedząc na zielonych łąkach, modlił się. I wówczas zdarzyło się coś, co zaskoczyło całą rodzinę. Nadzwyczajna łaska (jak chcą biografowie), a może zwykły góralski upór sprawiły, że Jasiek potajemnie wrócił do szkoły i zaczął się znakomicie uczyć. Podobno alfabet wykuł w ciągu jednego popołudnia! Odtąd nie miał już problemów z nauką.
Kto by pomyślał, że niebawem wyrośnie na nauczyciela i autora poczytnych podręczników, a nawet na kandydata na ołtarze, do którego modły zanosić będą uczniowie, którzy najchętniej szkoły omijaliby szerokim łukiem.

W rynsztoku
Młody Jan Papczyński skończył szkołę w Podegrodziu, Nowym Sączu, a później wyruszył do Jarosławia i dalej na wschód, do Lwowa. Bardzo chciał uczyć się w tutejszym kolegium jezuitów. Spotkało go jednak ogromne rozczarowanie. Nie został przyjęty. Nie miał listów polecających. Pozostał samotny w ogromnym rozpędzonym mieście. By przeżyć, zaczął udzielać korepetycji. Lato 1648 wspomina jak koszmar. Najpierw na cztery miesiące zwaliła go z nóg wysoka gorączka, a potem całe ciało pokrył paskudny świerzb. Był tak odrażający, że rodzina, u której wynajmował pokój, wyrzuciła go na bruk. Wylądował na ulicy. Wałęsał się zziębnięty po zaułkach miasta, przymierając głodem. Dotknął dna. Przy życiu trzymała go jedynie modlitwa. Doskonale odnajdywał się w krzyku psalmisty: „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie”. I wówczas nieoczekiwanie spotkał nieznajomego towarzysza, który zaopiekował się nim. Jan trafił do domu. Wrócił do pełni sił.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także