Nowy numer 3/2021 Archiwum

W chwili śmierci poszedł sam

O książce kard. Dziwisza z jej współautorem Gian Franco Svidercoschim rozmawia Beata Zajączkowska

Beata Zajączkowska: Kto komu zaproponował napisanie tej książki?
Gian Franco Svidercoschi: – To było tak: w 2005 r. pojechałem do Krakowa na premierę filmu „Karol, człowiek, który został papieżem”. Po pokazie spotkałem się z kard. Dziwiszem. W czasie rozmowy ks. Stanisław zażartował: Jeśli kiedyś coś zrobię, zrobię to na pewno z panem. Nie wytłumaczył, co miał na myśli. Pomyślałem sobie, że w głębi serca myślał o napisaniu czegoś o Papieżu. Przygotowałem więc plan, który odpowiadał poszczególnym rozdziałom. Ks. Stanisław go zaaprobował.

Powstał jakby scenariusz książki, opartej na wspomnieniach osobistego sekretarza Karola Wojtyły. Nie chciałem, aby to był wywiad w ścisłym tego słowa znaczeniu: pytanie i odpowiedź. Zależało mi na ciągłości opowiadania. Ja jak gdyby tworzę kontekst, atmosferę, a kard. Dziwisz daje świadectwo. Osoby, które czytały tę książkę, nazwały ją spokojną, głęboką pogawędką. A dlaczego książka powstała? O to trzeba zapytać ks. Stanisława. Według mnie, chciał on kontynuować swój duchowy dialog z Janem Pawłem II. On miał przywilej przez 40 lat dzielenia swego życia najpierw z Karolem Wojtyłą, a następnie z Janem Pawłem II i teraz chce podzielić się tym przywilejem z nami wszystkimi. Nie chodziło o wyjawienie nieznanych faktów, bo przecież one pozwalają nam tylko jeszcze lepiej poznać osobę Papieża.

Jak wyglądała praca nad tekstem?
– Po przygotowaniu scenariusza przez wiele miesięcy nie miałem żadnego oddźwięku ze strony ks. Stanisława. Prawie straciłem nadzieję, że uda nam się opracować te wspomnienia. W sierpniu ubiegłego roku, podczas urlopu, niespodziewanie wziął magnetofon i zaczął nagrywać wspomnienia. Dotyczyły one głównie pierwszych dziesięciu rozdziałów, tych o życiu Karola Wojtyły w Polsce. Na bazie tych wspomnień zacząłem zadawać kard. Dziwiszowi kolejne pytania. Kilka razy jeździłem do Krakowa, spotkaliśmy się także w Warszawie przy okazji premiery drugiej części filmu „Karol, papież który pozostał człowiekiem”. Ks. Stanisław przyjeżdżał też do Rzymu. Wiele godzin spędziliśmy, rozmawiając przez telefon. Tak powstał m.in. finał książki. Ks. Stanisław nie wiedział, jak ją zakończyć.

Rozmawialiśmy o tym przed jego niedawną pielgrzymką do Jerozolimy. Prosiłem, by przypomniał sobie coś z pogrzebu. Mówił, że niewiele pamięta, że tamten czas otoczony jest jakby „ciemnością”. Radziłem, by zamknął oczy i sercem wrócił do tamtych dni. Po jakimś czasie zadzwonił i powiedział: zamknąłem oczy. I tak książkę kończy wspaniałe świadectwo: „Byłem przy nim prawie 40 lat. Najpierw przez 12 lat w Krakowie, a potem przez kolejnych 27 w Rzymie. Zawsze przy nim. Zawsze u jego boku. A teraz, w chwili śmierci, poszedł sam. Po tamtej stronie, kto mu towarzyszy?”. Uważam, że to jeden z najpiękniejszych fragmentów książki.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama