Nowy numer 2/2021 Archiwum

Ból i nadzieja

To były bardzo trudne dni dla Kościoła. Czuliśmy się zwyczajnie po ludzku zagubieni. Kiedy już opadną emocje, potrzebna jest spokojna refleksja: Co Bóg chce nam powiedzieć? Czego oczekuje? Jaka jest kondycja Kościoła w Polsce? Nie uciekniemy od trudnych pytań.



Pierwszą niedzielę Roku Pańskiego 2007 zapamiętamy na długo. Przyniosła wreszcie rozwiązanie przedłużającego się kryzysu wokół nominacji biskupa Stanisława Wielgusa. Przez ponad dwa tygodnie na oczach całej Polski rozgrywał się gorszący spektakl.

Najpierw mocne oskarżenia „Gazety Polskiej”, niepoparte żadnymi dowodami, które spowodowały naturalne w tej sytuacji reakcje obrony biskupa oraz liczne dowody solidarności i współczucia; potem ujawnienie dokumentów z IPN-u; hałaśliwe publikacje żądające dymisji arcybiskupa, wreszcie dwie komisje badające sprawę i potwierdzające fakt współpracy z bezpieką, zaprzeczenia arcybiskupa, formalne przejęcie władzy w archidiecezji, zaskakujące uznanie winy i prośba o wybaczenie.

Wreszcie arcybiskup Wielgus składa rezygnację, która zostaje natychmiast przyjęta przez Rzym. Ogłoszeniu tej decyzji w warszawskiej katedrze towarzyszą głośne krzyki: „Nie!”. Ksiądz Prymas w kazaniu mówi o sądzie dokonanym nad biskupem Wielgusem na podstawie świstków z IPN-u, co wywołuje kolejną konsternację.

Zbici z tropu
Szok, wstrząs, zagubienie, zgorszenie – takie słowa pojawiały się w wypowiedziach wielu zbolałych ludzi, którzy próbowali zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Pytali: Co się dzieje? Jak to wszystko zrozumieć? Gdzie leży prawda? Zarówno świeccy, jak i szeregowi księża byli zwyczajnie zbici z tropu, ponieważ otrzymywali sprzeczne informacje.

Jedno, moim zdaniem, nie ulega wątpliwości. Ta sprawa głęboko zraniła Kościół w Polsce. Myślę przede wszystkim o zwykłych wiernych, którzy na co dzień starają się żyć posłuszni Bogu i swojemu Kościołowi. To była dla nich niełatwa próba wiary. Nie tyle wiary w Boga, co na pewno wiary w Kościół.

Wielu ludzi poczuło się dotkniętych nie tyle faktem słabości abp. Wielgusa w czasach PRL-u, ile raczej jego przedłużającą się ucieczką od prawdy, a także brakiem jasnej i przejrzystej reakcji pozostałych hierarchów. Emocje będą stopniowo opadały, niesmak pozostanie. Obawiam się, że to bolesne doświadczenie może doprowadzić do osłabienia zaufania świeckich do Kościoła hierarchicznego, a nawet odejścia od niego.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama