Nowy numer 49/2020 Archiwum

Śmierć przyszła w niedzielę

Ks. Andrea Santoro modlił się w swoim kościele w tureckiej Trabzonie, gdy przyszła śmierć wymierzona przez człowieka krzyczącego: „Allah jest wielki”. Zginął jak męczennik

Do niższego seminarium wstąpił jako 11-letni chłopak. To było wkrótce po śmierci ojca. Niepewny swojego powołania, w 1968 r. pojechał do Ziemi Świętej. Spędził tam prawie rok. Po powrocie do Rzymu prosił kard. Polettiego, by posłał go jako misjonarza na Bliski Wschód. Kardynał odmówił. Potrzebował go w diecezji, dlatego mianował proboszczem położonej w peryferyjnej dzielnicy Rzymu parafii pod wezwaniem Jezusa z Nazaretu. W roku 2000 ks. Santoro ponownie zapukał do drzwi swego biskupa. Diecezją rzymską kierował już kard. Ruini. – Chcę jechać na misje na Bliski Wschód – poprosił. Pomysł nie podobał się kardynałowi, ale w końcu zgodził się. Ks. Santoro mógł wyjechać do Turcji.

W mieście Abrahama
Zamieszkał w Urfie, na granicy z Syrią. Urfa to antyczne Ur, miasto Abrahama, w którym został on powołany przez Boga w wieku 75 lat. – „Jeśli Abraham wyruszył, mając 75 lat, to pomyślałem, że i ja mógłbym rozpocząć w wieku 55 lat. Ponieważ nie istnieje wiara, która nie byłaby wyruszeniem w drogę” – wspominał kiedyś.

Tylko dlaczego opuszczać Rzym, dla kogo? Tyle mógłby przecież opowiedzieć w pełnych ludzi rzymskich kościołach. Czy warto rezygnować z tego dla ośmiu osób gromadzących się wokół ołtarza w niedzielę? „Warto, żeby tam być, w milczeniu, bez możliwości chlubienia się, że coś się zrobiło, bez możliwości pokazania się. Tylko być. Świadczyć własnym życiem, gromadzić się po kilka osób w antycznych kościołach, których splendor dawno przeminął” – odpowiadał sam sobie, nie myśląc o nawracaniu kogokolwiek, ani o rywalizacji z islamem, który go otacza. Czy ksiądz ma jakieś marzenie? – zapytano go kiedyś. Chciałbym, żeby znowu zaświeciły maleńkie światełka wiary na ziemi, która była kiedyś ziemią Abrahama. Żeby tutejsi chrześcijanie z radością świadczyli o Tym, którego spotkali – odpowiedział.

W roku 2001 w Stambule uczy się języka tureckiego. Nauka nie przychodzi łatwo, ale nie poddaje się. – Język turecki jest bardzo trudny i ja jestem ostatni na kursie. Nie wiem, jak uda mi się go nauczyć.
Chciał wrócić do Urfy. Stało się inaczej. Został proboszczem w parafii Najświętszej Maryi w Trabzonie nad Morzem Czarnym. Dwieście tysięcy mieszkańców, wiele meczetów, jeden kościół, maleńka, kilkuosobowa katolicka wspólnota, wiele przyjeżdżających ze Wschodu dziewcząt, które zostają prostytutkami, młodzi muzułmanie z ciekawości zaglądający do kościoła. – Często pytam siebie, dlaczego jestem tutaj, i wtedy przychodzą mi do głowy słowa Jana Chrzciciela: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” – pisał z Trabzony. – Jestem tutaj, żeby mieszkać między tymi ludźmi i umożliwić to Jezusowi, użyczając Mu mojego ciała.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama