GN 37/2018 Archiwum

Szybciej czy pobożniej?

Czemu ksiądz tak przedłuża Mszę? Nie dałoby się jakoś tego uprościć? Słysząc takie pytania, kapłan musi się zastanowić,jak pogodzić przeżywanie liturgii w sposób podniosły i budujący wiarę, z oczekiwaniami ludzi sprowadzających swoją religijność tylko do zaliczenia obowiązku.

Problem używania chrzcielnicy podczas celebracji chrztu świętego, o czym niedawno pisał „Gość Niedzielny”, to ilustracja napięcia, a może wręcz konfliktu między ideałem a realiami w liturgii Kościoła.

Zachwyt pięknem liturgii
Do odkrycia Boga i głębi wiary doprowadził mnie zachwyt ikoną i pięknem chorału gregoriańskiego. Co pra­wda zawsze chodziłem do kościoła, ale bez większego przekonania i zrozumienia. Zresztą w zatłoczonym baraczku, pośród wielkiego blokowiska, gdzie co niedzielę było odprawianych dwanaście Mszy św., w ciągu niecałych 50 minut, podczas których trzeba było „upchnąć” kazanie, Komunię św. i długie ogłoszenia parafialno-budowlane, trudno było o jakiekolwiek duchowe przeżycia i liturgiczne fascynacje. Mnie, i chyba wielu innym, wszystko sprowadzało się tylko do obowiązku uczestnictwa w niedzielnej Mszy.

Za to prawdziwych wzruszeń duchowych i estetycznych doświadczałem, kontemplując albumy z ikonami, słuchając w radiu audycji „Piękno chorału gregoriańskiego” i rysując godzinami zabytkowe skle­pienia gotyckich kościołów. Wtedy też przypadkowo przeczytałem ogłoszenie o coniedzielnej Sumie w poznańskiej katedrze, odprawianej po łacinie, z towarzyszeniem gregoriańskiej scholi. Zacząłem w tych Mszach uczestniczyć, najpierw jako widz, potem jako aktywny uczestnik, wreszcie jako kleryk seminarium duchownego. Zachwyt pięknem liturgii doprowadził mnie nie tylko do Boga, ale także do odkrycia powołania kapłańskiego.

Liczyła się skuteczność
Doznania estetyczne od młodości były dla mnie prawdziwą modlitwą. One rozbudziły moją wrażliwość na Boga, który objawia się poprzez piękno. Ale od Boga piękna do Boga wiary, Biblii, Kościoła, zbawienia i sakramentów jest jeszcze daleka droga.

Piękno nie może być głównym motywem wiary: może być co najwyżej drogą, ale nie celem. To zderzenie moich idealistycznych wizji z realiami życia było dość bolesne. Wzruszenia estetyczne musiały ustąpić miejsca studiowaniu Pisma św., modlitwie, posłuszeństwu, służbie, trosce o wspólne dobro i poczuciu odpowiedzialności za Kościół. Zachwyt pięknem nikogo specjalnie nie interesował; liczyła się raczej skuteczność duszpasterska i sprawność organizacyjna. Jako ksiądz musiałem się nastawić przede wszystkim na obowiązki, dyscyplinę i umiejętność pracy w zespole. Bo co niedzielę w setkach parafii trzeba „obsłużyć” tysiące ludzi, a to wymaga wielkiej mobilizacji sił, trzeźwości umysłu, szybkości działania i psychicznej odporności. Skłonność księdza do mistycyzmu nie jest zbyt mile widziana, zwłaszcza w niedziele i święta.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji