Nowy numer 33/2018 Archiwum

Bezradni i bezwstydni

Trzeba przywrócić znaczenie wstydu i próbować chronić to uczucie, fundamentalne dla przyzwoitości

Znam kilka atrakcyjnych psycholożek, żywię do nich głęboki szacunek i sympatię. Po tym zapewnieniu, pozwolę sobie wyrazić zaniepokojenie inwazją psychologów w nasze życie codzienne. Nie chodzi o to, że psychologowie są agresywni, ale o to, że coraz częściej słyszy się o potrzebie psychologicznej interwencji.

Są takie sytuacje, jak katastrofa w katowickiej hali wystawowej albo tragedia w gdańskim gimnazjum, gdy wołanie o pomoc jest naturalne; to są momenty, gdy żeglarskie hasło „wszystkie ręce na pokład” jest w pełni uzasadnione. Ale po psychologa posyła się również w sytuacjach, które dotąd nie przekraczały umiejętności przeciętnego człowieka. Mamy teraz depresję jesienną, lecz żeby innym porom roku nie było żal, coraz częściej mówi się o depresji wiosennej, zimowej i letniej. Przed wakacjami stres – dzwonimy po psychologa. Trauma powrotu do pracy – bez psychologa ani rusz. Jak przeżyć od poniedziałku do piątku – poradzi psycholog, świętować też psycholog nauczy. Ludzie! Niezależnie od tego, jak długo nasz gatunek istnieje – sześć tysięcy lat czy parę milionów – jak on wytrwał tyle czasu bez współczesnej psychologii?

Ludzkość zaprzestała spacerów po Księżycu, ale wybiera się na Marsa, a na razie kombinuje nad windą, która zawiezie w kosmos osoby tęskniące za wrażeniami. Tymczasem umiejętność stąpania po Ziemi zaczyna być wiedzą tajemną. Tradycyjne grupy wsparcia, jak rodzina, szkoła, gmina wyznaniowa czy inne elementy struktury społecznej, nie są zdolne same z siebie rozwiązać problemów, znanych przecież od wieków. „Burza hormonów” nie jest wynalazkiem XXI wieku, młodość była trudna do okiełznania od zawsze. Byłoby wyrazem niesłychanej pychy, gdybyśmy stwierdzili, że nasi przodkowie nie mieli z tym problemów. Ale jakoś starożytni (a starożytność to epoka, która skończyła się pół wieku temu) sobie radzili. Może mieli jakieś sposoby?

Po tragedii gdańskiej dziewczynki, która umarła ze wstydu, nie wystarczy zwołać pospolite ruszenie psychologów czy nawoływać do rozwiązania gimnazjów albo zaostrzenia kar. Trzeba przywrócić znaczenie wstydu i próbować chronić to uczucie, fundamentalne dla przyzwoitości. Jeśli zaś chodzi o surowe kary, to dziwi mnie, że tak mało mówi się o pieniądzach w kraju oddającym cześć mamonie. Gdyby szkoła i rodzice napastników musieli zapłacić wysokie (bardzo wysokie) odszkodowania, to przez wiele lat, przy każdej miesięcznej racie, pamiętaliby o swoich powinnościach i sprawdzali, czy nauczyciel jest w klasie i czy ich synom nie przychodzą do głowy niebezpieczne pomysły.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama