Nowy numer 48/2020 Archiwum

Żywe srebro

Naszego 3-letniego synka staramy się wychować najlepiej, jak tylko się da. Prowadzę go do kościoła na Msze. Nie zachowuje się tam dobrze - jest bardzo ruchliwy, zaczepia inne dzieci.

Zależy nam, aby syn miał wpojony od małego obowiązek uczestniczenia w niedzielnej Mszy świętej. Martwi mnie też jego niezwykła ruchliwość i nerwowość. Podczas zabawy potrafi nawet uderzyć z radości. Próbujemy reagować na różne sposoby. Ale efekty są słabe.
Mama


Myślę, że skoro synuś tak mocno rozrabia, to nie powinien chodzić na Msze. To wcale nie znaczy, że nie dacie mu Państwo podstaw. Jeszcze będziecie mieli wiele czasu i okazji, by opowiadać mu o tajemnicach Eucharystii. Wadą rodziców jest często niecierpliwość. Chcą, by dziecko było ciut starsze, bo szybko męczą się kłopotami wieku, w którym ono akurat jest. W ten sposób gubi się radość z uczestniczenia w rozwoju malucha, a pewnego dnia ze zdumieniem się odkrywa, że straciło się tyle cudownych okazji do przekazywania wiary. Z trzylatkiem można wchodzić do kościoła, wiele tłumaczyć, wykorzystując obrazy, figury, krzyże. Syn powinien widzieć, że jedno z rodziców idzie do kościoła, a on musi zostać, ponieważ nie potrafi się jeszcze zachować. W zasadzie do wieku zerówki nie można żądać, aby dziecko w kościele odpowiednio się zachowywało. Po prostu należy starać się je tego nauczyć, a jeśli wynik jest negatywny, rezygnować i po jakimś czasie ponawiać próbę. Za każdym razem motywować pozytywnie, że pewnie jest już na tyle duży, że potrafi opanować ruchliwość. Jeśli dziecko przeszkadza innym, należy z nim wyjść z kościoła. Pokazać smutek, że nie można było wziąć udziału w Eucharystii.

Jeśli syn uderzy, uszczypnie, należy przerwać zabawę i bardzo spokojnie powiedzieć, że tak nie wolno. Proszę przez dłuższy czas nie zmieniać typu reakcji. Zawsze ten sam ton, te same słowa. Można ustalić z nim karę za takie zachowanie. Raczej nie zakaz, lecz zrobienie czegoś, za czym nie przepada. Kiedyś kilku uczniów opowiadało mi, jak w dzieciństwie drażnili sąsiada, który ich za każdym razem gonił i wyzywał. Byłam oburzona ich śmiechem. Wyjaśnili, że sąsiad w złości tak śmiesznie krzyczał i machał rękami, że fascynowało ich to i nie potrafili się powstrzymać, by nie wywołać tego zachowania. Dzieci badają nasze reakcje. A Państwo reagujecie w różny sposób, więc syn może eksperymentować, sprawdzać, dlaczego raz jest tak, a raz inaczej, od czego to zależy. Bardzo możliwe, że podczas zabawy syn ma w sobie tyle emocji, że musi je z siebie wyrzucić, by nie eksplodować. Stąd te niekontrolowane uderzenia. Trzeba wtedy pomóc mu rozładować emocje.

Zdecydowana większość rodziców stara się dobrze wychować swoje dzieci. Efekty bywają różne, bo dziecko wzrasta w środowisku, chłonie przeróżne wzorce, a poza tym ma też swój charakter. Jest czujnym sejsmografem naszych nastrojów. Chłonie nasze sposoby reagowania. Rewelacyjnie odbiera humory rodziców i bardzo na nie reaguje. Może i Państwo jesteście ruchliwi, energiczni, nerwowi? Życzę powodzenia i dalszych sukcesów w trudnym powołaniu, jakim jest wychowanie. Warto je traktować nie jako obowiązek, lecz wyróżnienie.

Jeśli chcesz zadać pytanie w sprawie problemów w rodzinie, napisz do mnie: ipaszkowska@goscniedzielny.pl lub na adres redakcji: skr. poczt. 659, 40-042 Katowice

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama