Nowy numer 48/2020 Archiwum

Twardo czy miękko?

Nasze dzieci – 11 i 12 lat – zawsze mogą ze mną porozmawiać na każdy temat. Ale mój mąż uważa, że dziecko ma być posłuszne, ma robić, co do niego należy i nie zakłócać jego meczów czy filmów.

Czuję, że syn potrzebuje akceptacji ze strony ojca, ale on widzi tylko to, co dziecko zrobi źle. Mąż miał ciężkie dzieciństwo, bo jego ojciec pił. A teraz marnuje szansę na zbudowanie więzi z dziećmi. Gdy mówię o tym, wpada w złość. Dzieci chętnie pomagają mi w pracach domowych. Bardzo zależy mi, aby miały pozytywną samoocenę. W moim domu rodzice też stosowali zasadę „wszechwiedzący rodzice” i podwładne dzieci. Wiem, ile mnie kosztowało odbudowanie poczucia własnej wartości. Proszę o komentarz.
Zmartwiona Mama


Tak to już jest, że ludzie na ogół powtarzają model wychowania, który stosowano wobec nich. Zdarza się też tak, jak w Pani wypadku, czyli odwrócenie sytuacji, przerwanie złego ciągu. Niestety, mąż tak nie robi. Bo chociaż sam cierpiał jako dziecko, to po latach uznał, że stosowany wobec niego model jest wy-godny, z efektów jest zadowolony. Nie polecam walki, bo to nie ma sensu. Mąż ma pewnie wiele zalet, a w tej dziedzinie musi sobie Pani radzić sama. Nie jest to idealne rozwiązanie, bo małżeństwo powinno działać wspólnie, ale nie będę idealistką. Dziecko powinno się wspierać. Trzeba mówić mu, że da sobie radę, pokazywać, że wierzy się w jego sukces. W miarę możliwości przydałoby się ograniczać takie sytuacje, gdy ojciec jednoznacznie odrzuca syna. Można tak sterować, by syn nie odczuł, że ojciec woli film lub mecz. Bywają rodziny, w których ciężar wychowania spada na matki. Ostatnio rozmawiałam ze starszą kobietą mającą dobrego męża. Wspominała, że mąż za dziećmi nie przepadał. Jeździł na delegacje, starał się zarobić, lecz po powrocie do domu prosił o spokój. Nie chciał nawet wiedzieć, co się działo, gdy go nie było. Żona mogła się z nim wykłócać, pobyt ojca w domu mógł zamienić się w rodzinne piekiełko. Ale ona przyjęła męża z jego wadami. Teraz są już dziadkami, mają gromadkę wnuków i tym pokoleniem dziadek-emeryt już potrafi się zająć. To częste zjawisko, że ojciec nie dorasta do swojej roli, że spełnia się dopiero jako dziadek. Mam nadzieję, że przynajmniej tak się u Was stanie. Trzeba się jasno zastanowić, co można w mężu, w życiu rodzinnym zmienić, a czego zmienić się nie da. Coś można załatwić fortelem, dobrocią, a potem wziąć na siebie to, co męża przerasta. Wasze dzieci wchodzą w najpiękniejszy wiek, gdy można już z nimi poważnie rozmawiać, urządzać wycieczki, wyjazdy, razem zwiedzać, brać udział w życiu kulturalnym, wspólnie oglądać filmy w domu, czytać nowości, podpowiadać sposoby spędzania wolnego czasu. Dorośli mają wiele zahamowań, których na ogół nie kojarzą z surowym wychowaniem w dzieciństwie. W niektórych środowiskach surowość i brak pochwał były szczególnie popularne. A potem wszyscy się dziwimy, że dorosłym brak przebojowości, kreatywności. Tymczasem za mocna krytyka, zmuszanie do uległości, tępienie własnego zdania to często źródło takich problemów. Niech Pani dalej wspiera dzieci, niech to Pani robi za dwoje, a doceniając różne zalety męża, te wady jakoś tuszuje, by dzieci nie odczuwały ich zbyt wyraźnie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama