Nowy numer 48/2020 Archiwum

Za stary!

Boję się, żeby nie stracić krytycznego osądu siebie i swej nie pierwszej już młodości

Dawny katedralny kościelny niejedno widział. A że pamięć dopisuje mu dobrze, warto z nim pogwarzyć. Spotkałem go przy drzwiach kurii, gdy któryś z księży niósł futerał z pastorałem. Zażartowałem: „Każdy żołnierz nosi w plecaku generalską buławę, każdy ksiądz – pastorał”. Kościelny popatrzył na mnie, przypomniał dokładną datę święceń i zawyrokował: „Za stary!” W istocie tak było już wtedy. Aliści jakiś rok później rówieśnik został biskupem. Bez wątpienia młodszy duchem. Przy sposobności, a nadarzyła się, złożyłem mu szczere gratulacje. Tak naprawdę nie chodzi mi dziś o temat „biskup” lecz o werdykt: „za stary”.

Myślę, że bardziej niż biskupowi, może to przeszkadzać proboszczowi. Bo biskup zawsze ma jakichś tam ludzi do różnych poruczeń – tak duchowych, jak i materialnych. A proboszcz nie zawsze. Jak zacieknie sufit w kurii (co się nie trafia), to na dach nie wyłazi nawet dyrektor od spraw budowlanych, tylko ktoś rangą niższy, a praktycznymi umiejętnościami wyższy. Wiejski zaś proboszcz najpierw sam miednicę na strychu podstawia, potem robi rachunek kieszeni, a potem... Potem szuka taniego majstra albo większej miednicy. Nie, nie zmyślam, ja to przerabiałem w wieku pięćdziesięciu lat. Podstawiłem wtedy większą miednicę. Co? Nie, już jej tam nie ma. Całkiem chwacko poruszałem się po strychu plebanii i po belkowaniach kościelnego dachu. Od kilku lat już tam nie byłem. Jakoś mi te belki przestały się podobać. A może rację miał katedralny kościelny, mówiąc „za stary!” Za stary na wiejskiego proboszcza, może by tak w biskupy?

Bo na emeryturę i tak nie puszczą. Choćby na niepłatną. Na razie organizuję przestrzeń wokół siebie w ten sposób, by móc jeszcze kilka lat proboszczować, nie przynosząc większej szkody parafii i Kościołowi powszechnemu. Boję się, żeby nie stracić krytycznego osądu siebie i swej nie pierwszej już młodości. Tak łatwo wtedy w jeden rok zepsuć wysiłki długich i owocnych lat pasterzowania. Widywałem to w życiu u innych. Oby inni nie musieli widzieć u mnie. Bo to jest tak: w rodzinie zostaje się dziadkiem. Zadania taty przejmuje ten młodszy. Na parafii dziadek wciąż musi być ojcem. A to nie jest łatwe. Jan Paweł II pokazał, że jednak możliwe. Czyżby trzeba było zmienić swoją życiową filozofię?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama