Nowy numer 47/2020 Archiwum

umni ze swego Ojca

Zostawił tyle śladów prawdy, dobra, miłości w ludzkich sercach. Nie możemy być smutni. Jesteśmy dumni, że takiego Ojca ma nasze pokolenie

W piątek przed Niedzielą Miłosierdzia Bożego dostałem SMS-a: „Kraków jest smutny. Wróciłam z próby w teatrze i idę modlić się pod okno Papieża na Franciszkańską”. To nie był teatralny gest aktorki, to była potrzeba serca, znam ją od dziecka. Gdy piszę te słowa, jest późny, sobotni wieczór...
Pisanie przerwał telefon, SMS od kolegi księdza: „Dziś będziemy się modlić za Papieża. Odmów dziesiątek Różańca. Prześlij tego SMS-a pięciu osobom...”. Przesłałem. W tym tylko dwóm księżom, a sześciorgu moich młodych przyjaciół. My się zawsze modlimy razem. To taka umowa od lat: „Ja codziennie za ciebie, ty za mnie”.

Dziś razem, bo umiera Ojciec. Trzeba by otoczyć umierającego. Patrzę kątem oka na ekran telewizyjny. Tysiące ludzi, w większości młodych, zjeżdżają do Rzymu. Nie zmieścimy się, choćby nas puszczono na pokoje. Otaczamy Ojca inaczej – duchową przestrzenią modlitwy. Może Kraków jest smutny, i Rzym, i nasze Katowice. Może... Bo ponad smutkiem rozstania – w tej chwili nie wiem, kiedy ono nastąpi – ale ponad smutkiem rozstania jest ogromna wdzięczność. Wobec umierającego Ojca. Tyle lat z nami był. Wczoraj byłem u parafian. Urodził się im mały Filipek. Rozmawiamy o Papieżu: „Nie możemy sobie wyobrazić świata bez Niego”. Mają po tyle lat, ile On był papieżem. Dochował się dorosłych dzieci. Zostawił tyle śladów prawdy, dobra, miłości w ludzkich sercach. Nie możemy być smutni. Jesteśmy dumni, że takiego Ojca ma nasze pokolenie.

Zerkam na ekran. Młodzi ludzie w Rzymie i w Krakowie. Młodzi! Ten schorowany starzec jest wciąż dla nich Ojcem! Modlą się w skupieniu. Wiedzą, że Go żegnają. Jeśli zebrało się ich tysiące – zupełnie spontanicznie – to znaczy, że są dumni ze swego Ojca. I to znaczy, że jego nauczanie i przykład wyznaczają kierunki ich myślenia o przyszłości. Zatem odrodzi się chrześcijańska Europa, Polska i świat? Odejście świadka nadziei do wieczności nie może zgasić nadziei, lecz musi ją rozpłomienić jeszcze bardziej. Kolejny SMS: „Zapal świeczkę w oknie. Niech każdy wie, że najlepszy człowiek odchodzi do Pana Boga”. I jeszcze jeden SMS z Krakowa: „Jutro Niedziela Bożego Miłosierdzia, idziemy do Łagiewnik”. Jezu, ufam Tobie! Dopowiedziałem od siebie i w imieniu umierającego także mojego Ojca.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama